Po co nam strona internetowa – elementy budowania strony

Oglądałem kiedyś taką prezentację odnośnie celów, którymi kierują się ludzie przy tworzeniu strony internetowej. Jeden powód przypadł mi szczególnie do gustu – dla siebie. Jak tłumaczył autor prezentacji, takie osoby umieszczają na stronie informacje o ważnych dla nich sprawach i są z tego powodu zadowolone. Mają swoją stronę i to wystarczający powód do satysfakcji. Tak, godne zastanowienia w czasie, kiedy większość powodów powstania strony uzależniona jest od innych osób. Rzeczeni inni mają wykonywać określone (założone) działania zmierzające do (A – czytania, B – kupowania, C – przeczytania gdzie kupić).

Nawiążę jeszcze na chwilę do robienia strony dla siebie w kontekście coraz silniejszego uzależniania własnej wartości od tego, co mówią lub robią inni. Gdzieś w tym wszystkim ginie wartość, jaką stanowimy sami w sobie. Weryfikacja działań na zewnątrz jest oczywiście istotna, ale nie jest po to żeby się do niej ściśle stosować. To, co uważamy za istotne warto zostawić nawet, jeżeli nie do końca zgadza się z zamierzonym skutkiem. Filozofia mi się tu przemyca na bloga, jednak teraz do twardej rzeczywistości.

Zawartość strony www

Najczęściej występują dwa rodzaje strony, informacyjne lub usługowe lub w wersji mieszanej. Warto od tego pytania zacząć, czemu ma służyć strona, którą budujemy, przekazywaniu informacji czy promocji jakiś usług czy produktów. Dobrze, jeżeli strona na starcie sprawiała wrażenie, do jakiej kategorii należy. Zasłanianie się obiektywnymi informacjami, kiedy zależy nam na sprzedaży produktów wyjdzie. Dotrwa do momentu, kiedy klient nie znajdzie innej strony gdzie mu tego oszczędzą i dadzą w zamian np. opinie innych klientów.

Strona powinna być zgodna z tym, co oferujemy i najlepiej informować o tym odwiedzających na wstępie. Bardzo często w przypadku blogów taką funkcję spełnia zakładka „o mnie”. W przypadku usług najczęściej jest to „o firmie”. Niestety dość często spotyka się tam informacje o tym, jaką firmą chcieliby być a nie o tym, jaką są lub co robią. Resztę zawartości stanowią opisy, artykuły, zdjęcia, ceny czy inne formy przekazu informacji, ułożonych w mniej lub bardziej adekwatną strukturę.

Struktura informacji na stronie

Struktura strony odzwierciedla sposób udostępniania informacji, czyli sposobu nawigacji. Najpopularniejszą formą jest stworzenie drzewka z głównymi kategoriami, jako menu, a w przypadku większych serwisów z użyciem, podkategorii (często w oddzielnym menu). Metoda ma zasadniczą wadę nie można rozbudowywać jej w nieskończoność – optymalnie do dwóch zagłębień. Potem robi się nieczytelna i ciężko cokolwiek znaleźć samemu nie mówić o odwiedzających.

Inna, modną ostatnio, szczególnie w przypadku blogów jest tagowanie wpisów, czyli nadawanie im charakterystycznych oznaczeń umożliwiających wyszukiwanie. Można też wykorzystać linkowanie wewnętrzne pomiędzy wpisami, choć dla stron firmowych raczej nie polecam. Bardziej pasuje sztywna struktura informacji. Przy budowaniu struktury strony przydaje się wiedzieć, co będziemy tam umieszczać, lub bardziej jakich informacji będzie najwięcej i w oparciu o nie tworzyć strukturę.

Można też spojrzeć od strony odwiedzających, czego będą szukać na stronie. Takim rozwiązaniem jest kategoryzowanie produktów ze względu na typ użytkowników np. w sklepach z zabawkami taką kategorią może być wiek dziecka (dokładniej opisuję temat – optymalizacja strony pod kątem użytkowników).  Śmiałym posunięciem byłoby użycie, jako kategorii cen produktów, takiego menu głównego jeszcze nie widziałem. I jeżeli wybraliśmy już sposób prezentowania informacji nie zmieniajmy go na części strony, wprowadzi sporo zamieszania nawet jeżeli byłby bardziej adekwatny. Przyzwyczajenia i kompozycja to to co ludzie lubią, ze zmianami jakoś nie bardzo chcą sobie radzić.

Odwiedzający (nie) wiedzą czego chcą

Odpowiedź zależy w dużej mierze od sytuacji oraz znajomości tematu przez internautę. Założyć trzeba, że będą nas odwiedzali i jedni i drudzy. Ci pierwsi znajdą to, czego potrzebują a w razie potrzeby skontaktują się z nami, drudzy opuszczą stronę, jeżeli w sposób czytelny nie będzie zaprezentowane to, co mamy do zaoferowania na stronie. Nie twierdzę, że trzeba pisać, że kawa jest gorąca (przegrany proces przez McDonalds), ale pisać trzeba, jasno i najlepiej dać komuś, kto nie wie o co chodzi do przeczytania. Jak to, co nam przekaże zgadza się z celami naszej strony to wszystko jest na miejscu.

Warto też rozważyć możliwość uczestnictwa internautów w kreowaniu strony. Popularny ostatnio termin web 2.0 (jest już nawet 3.0 choć cyferki tu niewiele zmieniają) określa interaktywność użytkownika. Najbardziej rozpowszechnione są wszelkie formy komentowania, opiniowania czy oceniania wpisów. Cześć z firm sięga po chat online z klientami. Inną formą jest możliwość aranżowania strony zgodnie z własnymi potrzebami z wcześniej przygotowanych elementów lub tworzenie własnej zawartości przez użytkownika we wcześniej przygotowanych szablonach.

Trzeba przyznać, że im większa anonimowość uczestnika tym trudniej, o jakość (komentarze na onet czy wp są tego wymownym przykładem). Z drugiej strony trudniej o zaangażowanie w przypadku, kiedy oczekujemy wypełnienia pewnych danych lub moderujemy pojawiające się treści. Warto iść na kompromis, nawet kosztem pojawienia się opinii niezgodnych z zasadami – kontrowersja to też dobre narzędzie do wzbudzania zainteresowania. To, czego dowiemy się od odwiedzających warto wykorzystać do wprowadzania zmian w serwisie.

Podsumowanie – do czego nam strona internetowa

Przed przystąpieniem do prac zmierzających do stworzenia strony warto zadać sobie pytanie, po co ją robimy, na czym nam zależy lub co chcielibyśmy osiągnąć poprzez jej powstanie. Ułatwi to późniejsze prace nad strukturą oraz zawartością strony. Elementem, któremu warto poświęcić uwagę jest możliwość angażowania się odwiedzających w proces jej kształtowania, lub możliwość wyrażania poglądów na jej temat.

Jeżeli internauci lub ich działania są nam potrzebne do osiągnięcia zamierzonego efektu to trzeba liczyć się z ich poglądami i potrzebami. Nie oznacza to wcale, że mają oni w pełni decydować o funkcjonalności czy zawartości strony. Osobą podejmującą decyzję, jaka ma być strona jesteśmy my i czasem warto zrobić stronę dla siebie a dopiero potem rozważać, co chcemy robić z nią dalej.

Wpływ wprowadzonych wraz z Google Caffeine zmian na pozycjonowanie

Na przełomie roku Google planowało wprowadzić aktualizację silnika wyszukiwarki pod nazwą Caffeine. Można założyć, że w ciągu miesiąc sporo zmian, które zostały wprowadzone zaczęło dotyczyć stron pojawiających się w indeksie Google. Wprowadzanie zmian to dobry okres na obserwację znaczenia elementów odpowiedzialnych za SEO. Wzrosty lub spadki pozycji w stosunku do innych stron pozwalają ocenić, które elementy zyskały na znaczeniu.

Oczywiście takie przewidywania obarczone są sporym ryzykiem błędu. Pojęcia określające wartość strony są bardzo ogólne np. ilość linków – spadek ich ilości wcale nie musi oznaczać utraty pozycji przez stronę. Wystarczy, że strona straci dużo słabych linków a zyska kilka mocnych. Przy okazji aktualizacji można też śledzić ogólne trendy w działaniu algorytmu wyszukiwarki. Kilka takich elementów zaobserwowałem na swoich stronach.

Przełożenie nowych linków na pozycję

W sumie tutaj da się zauważyć dwa aspekty. Czas indeksowania nowych podstron oraz okres, po jakim strona zyskuje pozycję w związku z nowymi linkami. W przypadku indeksacji nowych podstron głównie chodzi o opóźnienia w centrum dla webmasterów. Strona, która znajduje się już w indeksie nie jest jeszcze widoczna w indeksacji mapy. Nie jest to okres jednego, dwóch dni tylko tygodni.

Jeżeli chodzi o linki to równomiernie rozmieszczane w ciągu około 3 tygodni na różnej jakości stronach dały jednorazowy efekt. Byłoby bardzo dziwne gdyby robot Google „odnalazł” je w tym samym momencie. Strona stała w miejscu (nie wzrosła ani nie spadła o więcej niż 1 pozycję) przez okres około dwóch tygodni i nagle skoczyła ostro w górę. Wyglądało jakby Google zbierało linki do niej i w jakimś momencie uwzględniło je w wartości strony.

Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Google „upewniało się” co do istnienia tych linków, odwiedzając daną stronę kilka razy i sprawdzając czy są one widoczne. Takie działanie wpłynęłoby dość mocno na stosowanie (skuteczność) swl rotacyjnych. W sumie sposób byłby banalny, ale jaki skuteczny – nie ma linka za drugim i za trzecim razem, to cześć.

Treści i tematyczność stron

Tutaj nic się specjalnie nie zmieniło i pewnie nie zmieni się w przyszłości. Zawartość i tematyczność strony jest w cenie. W sumie w wyszukiwarce Google są dwa rodzaje stron pojawiające się w indeksie na wysokich pozycjach. Duże portale ogólnotematyczne, z dużą ilością stron i treści oraz ukierunkowane tematycznie domeny z treścią w danej specjalności. Dodatkowo im bardziej unikalna i nietypowa zawartość tym lepiej dla wartości strony.

Ostatnio zaobserwowałem jedną sprawę odnośnie długości wpisów. Mam dwie strony, pierwsza o tematyce Zakopanego druga o schroniskach górskich. Na obydwu ma podobny tekst o jednym ze schronisk górskich (różni się długością). Pierwsza ma mniej linków niż ta o schroniskach dodatkowo ta druga ma linki do tego wpisu. Liczba podstron jest podobna. Na to samo słowo kluczowe (dotyczące danego schroniska) pierwsza jest na 15 pozycji druga na 26.

Jak widać wpis na domenie ściśle tematycznej linkowany, na silniej linkowanej domenie jest niżej niż wpis z brakiem linków na domenie z mniejszą ilością linków. Jedyna różnica to długość wpisu. Ten wyżej ma około 4 000 znaków ten drugi 1 500.

Jakość odwiedzin – personalizacja

Co do wpływu jakości odwiedzin na pozycję strony w wynikach to ciężko po tak krótkim czasie stwierdzić jakiś wpływ. Google informował, że poza dostosowaniem stron pod kątem odwiedzin danego użytkownika, będzie również przekładał jakość odwiedzin strony na wyniki globalne. Choć trzeba przyznać, że moje dwie domeny, które mają najbardziej wartościowe wejścia (czas, strony, wskaźnik odrzuceń) mimo braku linkowania, idą powoli do góry. Nie wiem jednak czy to zasługa wejść czy rozwoju strony o nowy content.

Myślę, że wpływ personalizacji i jakości odwiedzin na SEO to temat, który jeszcze sporo czasu, będzie rodził wiele domysłów. Jest też jednym z trudniejszych do weryfikacji elementów pozycjonowania, gdyż w dużym stopniu jest niezależny od nas, a czas przełożenia jest dość odległy.

Podsumowanie – zmiany związane z Google Caffeine

W sumie tak jak ze wszystkimi teoriami związanymi z Google mogą one nie mieć nic wspólnego z wprowadzaniem nowego silnika. Przytaczając ich stanowisko, codziennie wprowadzane są zmiany i usprawnienia do wyszukiwarki. Jedno jest pewne, wyniki są personalizowane, wobec tego faktu inne zmiany mogły również zostać wprowadzone. Nie sądzę jednak żeby miały one charakter rewolucyjny.

Pozycjonowanie – case study pozycjonowania serwisu z ofertami

Minęły ponad dwa miesiące, od kiedy uruchomiłem serwis z ofertami i zacząłem go pozycjonować. Wcześniej stał na nim wordpress z kilkoma tekstami związanymi z tematyką serwisu. Spowodowało to później trochę zamieszania, o czym za chwilę. Strona zaczęła z 30 pozycji na najważniejsze słowo kluczowe miała Site: 6 i Links: 19 (z dwóch domeny). Liczbę stron badam w Google (site:www.domena.pl) a linki w Yahoo.

Indeksowanie stron

Pierwszym, poza automatyzacją nadawania tytułów (to wcale nie takie proste zrobić to sensownie i bez ręcznych poprawek), były pozostałości po wordpressie. Więcej nie będę tak eksperymentował, postawię ładnie kilka stron statycznych, zrobię przekierowanie i obędzie się bez zamieszania. Miesiąc trwało zanim Google uporządkował indeksowanie adresów, w międzyczasie miałem jedną część adresu z wordpressa drugą z nowego serwisu (takie całkiem nowe konstrukcje). Poza stroną główną reszta za nic nie chciała się zgadzać z rzeczywistością.

Brak Fresh Site Bonus

W międzyczasie dodałem linki z dwóch domen z zaplecza, o którym pisałem – strony wsparcia – case study. Przez ten miesiąc strona nie miała żadnych gwałtownych skoków pozycji w górę czy nagłych spadków. Spokojnie przesuwała się w górę (+1, +2 pozycje, max +5), lub spadała w podobnym wymiarze. Nic z rodzaju FSB (Fresh Site Bonus) czy innych miłych lub niemiłych niespodzianek. Możliwe, że FSB zebrała strona postawiona na wordpressie, nie oddała i przekazała właściwemu serwisowi.

Dodałem też stronę do kilku katalogów (z serii tych pożądanych) i napisałem (zleciłem) kilka artów dodając je do presell page. Miesiąc pozycjonowania zakończył się całkiem miło, strona zjawiła się w TOP 10 na zaszczytnej ostatniej pozycji (nawet na dwa słowa), na resztę w drugiej dziesiątce. Site: 17 i Links: 587 (około 20 domen).

Chwilowa zadyszka w okolicach TOP 10

Następnie strona utknęła na z góry upatrzonych pozycjach (ostatnie miejsce w TOP 10) na około dwa tygodnie. W trakcie rozważań na temat możliwości otrzymania sandboxa (piaskownica dla linków, lub bardziej na ich moc) lub uniemożliwienia przez Google otrzymania przez nową stronę pozycji wyższej niż 10 (ma się tą wyobraźnię) spokojnie rozbudowywałem zaplecze i linkowałem wszystko z katalogów i presell page (tak z umiarem).

W sumie wychodzi na to, że bardziej skupiam się na tworzeniu treści na stronach niż zdobywam linków. Okazuje się, że wbrew większości teorii na temat SEO skupiających się na dopalaniu strony SWL, działa bardzo dobrze. Strona powędrowała na miejsce 7, rozwiało to obawy o sandboxa, a utwierdziło, że czas indeksowania lub przekazywania mocy przez linki uległ ostatnio wydłużeniu. Strona zakończyła drugi miesiąc pozycjonowania na 5 pozycji, reszta słów w okolicach pierwszej dziesiątki. Site: 619 (wróciły zmory z wordpressa) i Links: 1040 (33 domeny). W międzyczasie strona dostała 3 po update Page Rank.

Zaplecza ciąg dalszy

Obecnie strona jest na 6 pozycji na główne słowo kluczowe i w pierwszej dziesiątce na pozostałe. Zostało mi jeszcze do dyspozycji jedno mocne zaplecze, więc z pierwszą trójką nie powinno być większego problemu. Dalej już może być trudniej, jedna strona pozycjonuje się porządnie a druga to moloch (duży site i dużo swl). Na szczęście tworzę już drugi serwis (tym razem statyczne strony na początek) i nie mam czasu się tym przejmować.

Przygotowuję też zaplecze do linkowania podstron (stron z poszczególnymi ofertami). W sumie ciężko znaleźć sposób na linki do podstron, szczególnie w ściśle tematycznym katalogu. Ile można rzeźbić „unikalne” artykuły na ten sam temat, a linkowanie samej strony głównej nie należy do najlepszych pomysłów. Ostatnio znalazłem kryterium, dla jakości zaplecza – odwiedza je znajoma osoba nieznająca się na pozycjonowania (nie wie też, że to Twoja strona) i po wygłoszeniu przez nią opinii na temat tej strony nie jest Ci wstyd.

Czego sobie i wszystkim zajmującym się SEO życzę.

Użyteczność strony – optymalizacja treści z wykorzystaniem Crazy Egg

Użyteczność treści to jeden z warunków odwiedzania strony przez internautów, bez dobrej zawartości strona nie zyska uznania wśród czytelników. Oczywiście odwiedziny możemy jej zapewnić odpowiednio ją pozycjonując, ale będą to odwiedziny o niskiej wartości (czy to liczone konwersjami, czy czasem i liczbą odwiedzonych stron). Drugim aspektem, który dość poważnie wpływa na użyteczność strony jest organizacja dostępu do informacji, mówiąc po polsku, nawigacja.

To, jaką strukturę nadamy naszej stronie i w jaki sposób ją ponazywamy może ułatwiać bądź utrudniać znalezienie potrzebnych odwiedzającemu informacji. Najczęściej popełnianym błędem jest budowanie nawigacji dla nas samych. Pomijając aspekt na ile jesteśmy reprezentatywni, jako przeciętny odbiorca, to znamy zawartość strony, wiemy gdzie znajdują się informacje niezależnie od tego czy jest menu czy go nie ma. To samo dotyczy istotności treści, to, co ważne dla nas niekoniecznie jest ważne dla odwiedzających.

Zaplanowanie menu i informacji na stronie

Od czego w takim razie zacząć planowanie menu i informacji na stronie. Moim zdaniem od uniknięcia błędów, które sami zauważamy będąc odwiedzającymi inne strony w necie. To, co przeszkadza nam na innych stronach powinniśmy wyeliminować z naszej w pierwszej kolejności. Na pewno każdy z nas zna wiele stron, których funkcjonalność mu przeszkadza. Warto przygotować sobie taką listę – wiedzieć, czego się nie chce to połowa sukcesu.

Drugim elementem przydatnym przy optymalizacji treści na stronie jest synteza informacji. Nazwa pól w menu powinna być najbardziej skondensowaną zawartością treści znajdujących się na stronach, do których prowadzi. Często z powodu nadmiaru (różnorodności) informacji menu główne zawiera w sobie rozwijane kategorie. Moim zdaniem maksymalnie powinno zawierać jeden poziom ponad główny. Większa ilość utrudnia nawigację oraz paradoksalnie powoduje trudności z ich nazwaniem.

Tak samo jak w przypadku menu informacje na stronie też powinny posiadać określoną strukturę. Często jednak kończy się to na nadaniu tytułu, warto dodać też główne punkty (nazwy części). Ułatwia to przeglądanie strony i wybranie informacji, które nas interesują bez czytania całości. Warto też używać linkowania wewnętrznego (dodatkowo pomaga w SEO) i umożliwić przeczytanie dodatkowych informacji o ile znajdują się one w serwisie.

Optymalizacja treści z Crazy Egg

Po przygotowaniu struktury strony i zoptymalizowaniu treści warto sprawdzić jak sprawdza się taki układ w rzeczywistości. Crazy Egg jest aplikacją (dostępną przez internet) umożliwiającą analizę kliknięć na stronie. Niestety nie jest darmowa, choć uważam, że w ramach otrzymanej funkcjonalności 10$ na m-c (wersja basic do 10 domen i 10 tys kliknięć) – to nie jest zbyt duży wydatek. Dla porównania Gemius liczy sobie za badanie jednej domeny do 100 tys kliknięć – 700 zł.

W aplikacji możemy wygenerować cztery rodzaje raportów. Pewnym mankamentem jest to, że dane nie do końca pokrywają się ze sobą. Wynika to pewnie z różnego sposobu ich zbierania. Nie przeszkadza to jednak w wyciągnięciu wniosków z raportów. Do wyboru mamy raport ogólny – są zaznaczone konkretne pola klikane na stronie wraz z możliwością sortowania po źródłach odwiedzin, słowach kluczowych itp. Raport w formie mapy ciepła, listę kliknięć po elementach kodu i konfetti.

Raport ogólny - CrazyEggHeatmap - CrazyEggconfetti - CrazyEgg

Aplikacja ma dwie wady (poza tym, że jest płatna). Kod, który musimy wkleić na stronę, celem zliczania statystyk, opóźnia znacząco załadowanie się strony do końca. U mnie strona ładująca się 2 sec przed dodaniem kodu, po jego dodaniu kończy ładowanie po 4 sec. Druga rzecz to aplikacja mało nadaje się do często aktualizowanych treści (np. blogów). Mimo, że Crazy Egg stara się dopasować kliknięcia do nowej struktury strony, to, jeżeli wpis znajdzie się np. na drugiej stronie bloga to informacje o nich nie zostaną zaktualizowane nawet, jeżeli śledzimy też 2 stronie bloga.

Wnioski i wprowadzenie zmian

W zależności od zachowania użytkownika na naszej stronie możemy wprowadzić zmiany w jej układzie. Częściej odwiedzane treści eksponować w bardziej widoczne miejsca, lub jeżeli jakieś elementy nie są klikane zastanowić się nad zmianą nazw lub położenia. Oczywiście kliknięcia obrazują nam tylko sposób poruszania się użytkownika po stronie a nie czy odnajduje on wartościowe treści. Do tych analiz można wykorzystać informacje z Google Analytics.

Aplikacja może być wykorzystana zarówno, jako ciekawostka jak i można przeprowadzać dość ciekawe badania nad rozmieszczaniem treści. Myślę, że warto wydać 10$, żeby spróbować, jakie efekty da analiza na naszej stronie. Trzeba w odpowiednim momencie zrezygnować, gdyż firma pobiera automatycznie przedłuża okres działania konta i pobiera pieniądze z karty.

Takie sobie gdybanie o jakości w pozycjonowaniu

Ostatnio jedna dyskusja na popularnym forum dotyczącym pozycjonowania wzbudziła moją irytację i postanowiłem dać jej upust publikując post na temat jakości w pozycjonowaniu. Wątek toczył się w kwestii jakości, lub bardziej jej braku w zamówionym do umieszczenia na presell page tekście. Sam tekst rzeczywiście pozostawiał wiele do życzenia (zarówno pod względem merytorycznym jak i stylistycznym). Kto miał okazję poczytać tego rodzaju „twórczość” na różnego rodzaju „stronach” wie o czym piszę.

Sam zainteresowany (zleceniodawca tekstu) twierdzi, że oczekiwanie za to pieniędzy uważa za wyłudzenie. Pyta też, czy przyda mu się to do pozycjonowania i tu pozwolę sobie na cytat „ … Linkowanie ze śmietników chyba nie za wiele już daje, a innego zastosowania dla takiego tekstu jakoś nie widzę. …”. Chłop ma rację zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku, ale w sumie nie to mnie zirytowało (lubię ludzi, którzy myślą – ponoć robi to 100% populacji). Bardziej dyskusja pod postem, do której się nieopatrznie (głupi jestem to mam) włączyłem.

Okazuje się, że wszystko jest w porządku, tekst jest dobry na precle, autor postu się czepia, ja też się czepiam, a tekst pod precel „ … to nie odezwa do narodu …”. Rzeczywiście nie odezwa, jednak pomiędzy biały a czarnym jest sporo odcieni (jak się okazuje szarości). Drugiej rzeczy jakiej się dowiedziałem, to że pisanie po polsku zaczyna się od 5 zł za 1000 znaków. Mi to się zawsze w takich momentach kłania Vonnegunt.

Wydawałoby się, że jak ktoś oferuje pisanie artykułów to normalnym jest, że pisze je w języku polskim z zachowaniem zasad tego języka. A tu się okazuje, że artykuły w języku polskim, są po polsku dopiero od 5 zł. Arystotelesa (384-322 p.n.e) szlag by trafił jakby zapoznał się z regułami rządzącymi dzisiejszą logiką. Zresztą akurat ten przypadek jest tylko niewinnym przykładem przeinaczania rzeczywistości. Uzasadnieniem stała się skuteczność, skutecznie zastępując sens.

I tak wygląda niestety jakość w pozycjonowaniu – miernie byle do celu. Może być też w wersji tanio byle skutecznie i przy niskim nakładzie pracy, ale z efektem. W sumie by mi to tak bardzo nie przeszkadzało, w końcu każdy ma prawo podejmować decyzje zgodnie z własnym przekonaniem (demokracja – rząd – codzienność). Niestety postanowiłem postawić własne precle i problem zaczął mnie dotykać. No może nie od razu, od momentu kiedy postanowiłem, że będą porządne i zyskały trochę wartości.

Zastanawia mnie jedna sprawa, im porządniejsze artykuły tym większa wartość precla, na którym są umieszczone i im mniejsza ilość linków wychodzących tym większa jego wartość. To skąd się wziął standard 1000 znaków, 3 linki (często prowadzące do tego samego adresu – co nie działa) ? Rozumiem, że część osób stawia presell page pod SWL i nie interesuje ich content tylko site, ale kto umieszcza tam artykuły i wierzy, że to coś daje. Im większa ilość takich artykułów tym mniejsza wartość strony, kolejne tylko ją obniżają.

Trochę statystyki z moich precli. Około 70% użytkowników, którzy się rejestrują nie dodaje artykułu (precel jest moderowany i teksty pojawiają się po zatwierdzeniu), z tego wnioskuję, że taki odsetek chce dodać w sposób automatyczny. Na 10 artykułów 3 – 4 spełniają zasady, tzn. są po polsku, mają jeden link w treści i przekraczają 1500 znaków. To oznacza, że 12 – 16% użytkowników dodaje artykuł nadający się do czytania i nie spamuje linkami. To są statystyki obecne, na początku myślę, że było to koło 5%.

Jakby ktoś miał ochotę dodać coś zgodnego z zasadami to zapraszam

Wygląda na to, że większość stron typu presell page osiągnęła ten sam poziom jakości co SWL. Nie rokuje to zbyt dobrze na przyszłość. Jak wiadomo Google (jego pracownicy) nie zalecają systemów wymiany linków do pozycjonowania, byłoby niemiło, gdyby podobny los spotkał precle. Ostatnimi czasy części z nich wyzerowano PR, możliwe, że nie za śmietnik, ale za podpięte SWL, ale tendencja niepokojąca.

Dobrym krokiem w kierunku jakości SERPów jest wprowadzana przez Google presonalizacja wyników dla użytkowników niezalogowanych. Teraz część głosu (prawdopodobnie bardzo niedużą)do dyspozycji dostanie użytkownik. Jeżeli miało to by wpływ na wyniki w ogóle (nie tylko dla danego użytkownika) to już będzie coś. Strony, które będą ciekawsze, wartościowe dla odwiedzających będą zyskiwać na wartości.

To jednak temat związany z przyszłością, na dzień dzisiejszy nie widać specjalnych, stałych zmian w wynikach (poza sporą rotacją okresową). Może jak się dobrze zaadaptuje Google Caffeine i personalizacja to jakieś interesujące roszady nastąpią. Dobrze by było trochę świeżego powietrza wprowadzić do wyników wyszukiwania może jakieś ciekawe strony by wypłynęły na powierzchnię.

Google +1 do mocy

Zobacz historię bloga