Filtr w Google z powodu malware

Ostatnio dostałem swojego pierwszego filtra w Google, w sumie taki solidny – wszystkie frazy w dół o jakieś kilkadziesiąt pozycji i nie wyświetla się nic z tytułów artykułów, wyświetlane są natomiast ciągi zdań. W sumie dobrze, że go dostałem, bo bym sobie tak żył w błogiej nieświadomości nie przejmując się, że mnie to może spotkać (to tak jak z backup’em, są Ci co robią i Ci co jeszcze nie stracili danych).

Dobrze też, że dostała go strona, która nie jest jakoś specjalne istotna dla mnie, choć ma znaczenie z innych względów (do obejrzenia: www.artvip.pl), od taki sobie precelek z całkiem porządnymi artykułami, pisanymi do rzeczy. Nic co by mogło algorytm Google „oburzać” i w sumie nic takiego nie robiło bo filtr został przydzielony ręcznie przez SQT (Search Quality Team). Analytics po filtrze wygląda tak:

Strona jest dodana do Narzędzia dla Webmasterów, więc całość korespondencji z Google jest dostępna. Zresztą cała hipoteza dotycząca powodu filtra się o to opiera, choć równie dobrze, ktoś mógł wysłać spam raport. Jednak opisuję to co bardziej mnie w tym przypadku przekonuje.

Wordpress Update Avaible (20.07 i 20.08)

Taką korespondencję od Google trochę osób dostało, był nawet wątek na PiO o tym, że Google zaczyna komunikować się z użytkownikami, co dotychczas było nie do pomyślenia np. reklamacje w sprawie Adsense. Komunikat zignorowałem, bo co Google do tego jaką mam wersję WordPress’a, coś tam pisali, że starsza wersja może mieć dziury i tak dalej. W między czasie postanowiłem zainwestować w skórki, bo znudziło mi się przerabianie standardowych. Wydałem kilkadziesiąt $ na elegant themes i precelek stał się jak nowy. Co prawda po jakimś czasie pojawiły się problemy z artykułami w featured bo się rozjechały. Potem zniknęły obrazki, co mnie już zaniepokoiło bo Google je lubi, więc postanowiłem za kilka dni tam poszperać. W między czasie przyszedł kolejny mail od Google.

Malware notification regarding (23.08)

No to się dowiedziałem czemu obrazki zniknęły a pojawiły się obrazki ze stronami do logowania do banków. W sumie bardzo ładnie opisany problem, oraz sugestie co zrobić i gdzie się zgłosić. W sumie w tym samym okresie miałem podobny problem na innej stronie (też ładna skórka z elegant themes) tyle, że tam szybciej zareagował hosting i wyciął stronę. Usunąłem wirusy, wprowadziłem poprawki na stronie (wróciły obrazki i featured) i spokojnie zająłem się swoją pracą a tu kolejny mail od Google.

Notice of detected unnatural links (29.09)

No i od razu Page Rank do 0 z 2 (niby nic, ale ładnie wyglądał w precelku) i spadek na wszystkie frazy w wyszukiwarce. Napisali też w sumie całkiem do rzeczy, na początku banały o tym, że strona łamie wytyczne a potem konkretnie – szukaj sztucznych lub nienaturalnych (ciekawe, że dla Google to dwa rodzaje linków) prowadzących do innych stron, mogących manipulować Page Rank (przykładem może być: sprzedaż linków lub uczestnictwo w programach wymiany linków). W sumie ciężko coś szukać, bo cały presell to albo same sztuczne, albo same naturalne – no tutaj to już ocena Pan(i) z SQT, wypadła na moją niekorzyść. No, ale żeby sprzedaż lub programy wymiany, choć w sumie linki za teksty to prawie jak program wymiany.

W sumie to lepiej jest dostać filtr z automatu niż od pracownika Google, tego pierwszego łatwiej wyprowadzić w pole, a z miękką materią zawsze są jakieś problemy – bo nieobiektywna. Troszkę chciałem to obejść, usunąłem linka z sidebaru, który był mało tematyczny i do słabej domeny i dałem ponowne rozpatrzenie. W sumie uwinęli się szybko, bo w tydzień dostałem odpowiedź – „Site violates Google’s quality guidelines”. Ktoś tam dalej przypuszcza, że strona łamie zasady (we believe that some or all of your pages still violate) ciekawe sformułowanie – to albo wiedzą i filtr, albo przypuszczają i podyskutujmy. W sumie biedni Ci pracownicy algorytmu nie znają to mogą jedynie przypuszczać.

Kilka pomysłów co zrobić

W sumie, to powodu filtra, poza tym, że to presell, upatruję w tym całym zamieszaniu z malware, bo niby jaki inny powód miałby pracownik Google do odwiedzenia tej strony. Chyba, że szukał artykułów o SEO, to było trochę.

Z racji tego, że jak pisałem wyżej był to program wymiany artykułów za linki to nie chciałbym marnować wysiłku sporej liczby osób. Przychodzi mi do głowy kilka sposobów na wyjście z filtra, jeden z nich niweczy wysiłek autorów.

  1. Wywalam wszystkie linki z artykułów i daję do rozpatrzenia.
  2. Wywalam wszystkie linki z artykułów, daję do rozpatrzenia, zdejmują filtr, wstawiam linki na nowo. Trochę roboty, ale mogłoby być zabawnie.
  3. Wywalam część linków, które wyglądają najbardziej nienaturalnie.
  4. Przenoszę zawartość serwisu na inną domenę, daję 302 lub 301 żeby się szybciej zindeksowało (zdejmuję 301 lub 302) i buduję inny serwis na zafiltrowanej domenie.
  5. Wrzucam artykuły do podkatalogu na domenie lub subdomenie (np. www.artvip.pl/arty, lub www.arty.artvip.pl), na głównej buduję dobry serwis, presell zostaje na nowym adresie.
  6. Olewam sprawę i zostawiam jak jest. Piszę odwołania co pół roku licząc, że nastroje pracowników się zmieniają.
  7. O ocenę lub inne sposoby poproszę w komentarzach.

 

Google Panda – kolejna zmiana w algorytmie wyszukiwarki

Dynamika zmian algorytmu Google wzrasta w ciągu ostatnich lat, właściwie cały czas można dostrzec zmiany czy to w wyglądzie samej wyszukiwarki i prezentacji wyników, czy w częstotliwości aktualizacji PageRank (ostatnio co pół roku). Jednak najistotniejsze zmiany dotyczą samego algorytmu Google, z których ostatnia znana jest pod hasłem: „Panda”.

W sumie Google oficjalnie nie wdrożyło zmiany w Polsce, jednak patrząc na zmiany w wynikach można powiedzieć, że albo to zaawansowane próby, albo algorytm jest już w Polsce. Za przemawia jeszcze jedna rzecz, mianowicie Google +1, element szerszego projektu związanego z Social Media. Z racji tego, że Panda z założenia ma brać pod uwagę poglądy użytkowników na temat stron www to Google +1 jest z tym jak najbardziej związany. Poniżej moja koncepcja wprowadzanych(onych) zmian, podparta własnymi spostrzeżeniami oraz wnioskami z publikacji na ten temat.

Na co wpływa Google Panda

Google twierdzi, że update algorytmu ma wpłynąć na strony, które „nie podobają się” użytkownikom. Z racji tego, że podobanie się – gusta ciężko jest przełożyć na algorytm to trzeba w jakiś sposób to mierzyć. Choć patrząc na różnicę pomiędzy wartościowym serwisem a zapleczem większości pozycjonerów to różnicę widać bez specjalnych przymiarek. Biorąc pod uwagę zasoby finansowe Google, doświadczenie oraz szerokie pole doświadczalne (użytkownicy wyszukiwarki) to znalezienie kryteriów i przerobienie ich na algorytm nie powinno być problemem.

Google Panda moim zdaniem odwraca w pewien sposób funkcjonowanie algorytmu – zamiast promocji wartościowych serwisów obniżana jest wartość słabych serwisów. Dotychczas zawartość i linki prowadzące do strony podnosiły jej pozycję a obecnie słaba zawartość i niska ocena przez kryteria użytkowników obniża lub zatrzymuje (dyskusja na PiO na ten temat: Domena jakby zamrożona) pozycję strony. Mogłoby to działać w taki sposób, jest 10 kryteriów (czy ile tam sobie) – strona spełnia 5 – oflagowanie przez algorytm i dowidzenie. Oczywiście warianty mogą być różne – spełnia 3 istotne 3 słabe i też out.

Co do tego czy algorytm Panda jest już w Polsce można dyskutować, wg. oficjalnego stanowiska Google nie ma jeszcze. Patrząc na duże wahania pozycji tak od połowy maja można śmiało twierdzić, że na pewno testują. Na zachodzie Panda wchodziła w dwóch (lub więcej) etapach. Zresztą dzisiaj (15.07.2011) zauważyłem spore zmiany (in +) na wielu stronach, nawet na jednej, z którą chciałem się żegnać. Zresztą nawet jeżeli jeszcze Pandy nie ma to warto się na nią przygotować. Poniżej moje tłumaczenie (angielski nie jest moją mocną stroną) z forum www.webmasterworld.com osoby, która odzyskała ruch na stronie (na zachodzie dyskutuje się o ruchu a nie o pozycjach).

Co zmienić w przypadku Panda Update

Strona, która jest opisywana pod wpływem zmian w algorytmie utraciła około 50% ruchu z wyszukiwarki (25 tys. użytkowników do 14 tys.). Odzyskiwanie ruchu na stronie rozpoczęło się 15 czerwca. Tłumaczenie w pierwszej osobie, żeby nie było, że to ja takie działania robiłem.

Co zmieniłem

  • Przesunąłem wartościową treść w bardziej widoczne miejsca
  • Poprawiłem współczynnik odrzuceń do 30%
  • Poprawiłem mało użyteczną zawartość
  • Zmniejszyłem trochę linkowanie wewnętrzne
  • Akceptacja komentarzy użytkowników po wersyfikacji i poprawie stylistyki
  • Usunąłem nieużyteczne strony
  • Usunąłem zduplikowane tytuły pokazywane w WebmasterTool
  • Usunąłem kategorie z małą ilością zawartości
  • Usunąłem linki do podobnych tematów (postów) stworzone dla Google

Moje rady

  • Zachęcaj użytkowników
  • Spraw żeby byli szczęśliwi i nie szukali w Google tych samych fraz jeszcze raz
  • Jeżeli użytkownik wchodzi na stronę i klika w reklamę i z powrotem wraca do Google, zmniejsz agresywność reklam
  • Myśl o użytkownikach (więcej niż 60%) zamiast o SEO dla Google: zadowoleni użytkownicy – zadowolone Google – moje zadowolenie (ja na końcu nie jako pierwszy)

(thx to rowtc2)

Niby to wszyscy wiedzą, niby Google cały czas o tym mówi i pisze we wskazówkach dla Webmasterów, a w tym temacie było około 150 postów i tylko jeden z sukcesem.

Jakie linki u mnie działają

Muszę przyznać, że moje strony w ostatnim czasie zachowują się bardzo odmiennie, co akurat pozwala wysnuwać wnioski, ale nie zawsze cieszy. Pierwsza rzecz to Statlink Gold, pisałem post wcześniej o usuwaniu tych linków i minimalnym wpływie na pozycję. Zweryfikuję to na dziś.

Usuwanie linków z tego systemu działa dobrze na strony z porządną zawartością i posiadające sporo innych linków (katalogi, precle, zaplecze). Działa źle na strony, które mają mało linków i słabą zawartość (np. oferty z małą ilością opisu). Zresztą strony bogate w treść same z siebie mają się dobrze. Najlepiej mają się strony z dobrą zawartością z dużą ilością opisanych zdjęć – te idą w górę bez linkowania.

Spada wartość katalogowania i nie piszę tu o słabych katalogach i opisów z synonimami. Porządne katalogi z unikalnymi opisami wpływają gorzej na pozycję niż kiedyś. Mam wrażenie, że katalogi w pewnym stopniu powielają wzajemnie treści i na tym tracą. Odwrotna sytuacja ma się z Presell Page (te w miarę porządne a nie te nie moderowane), mam wrażenie, że działają lepiej niż kiedyś. Dobre zaplecze działa znakomicie.

O braku skuteczności narzędzi typu xRumer i Srapebox można sobie już spokojnie poczytać (kiedyś ginęły takie posty w tumulcie zachwytów), wobec czego proszę (jeżeli ktoś taki czyta), o nie spamowanie mi wordpressów komentarzami. Myślę jednak, że na spamowanie netu takie ograniczenia specjalnie nie wpłyną po prostu spamu będzie więcej a efektów z niego mniej – rośnie moc obliczeniowa komputerów i dalej jest to opłacalny biznes.

Co myślę o Google Panda

Jeżeli jest rzeczywiście tak jak piszą na zachodnich forach i jak obserwuję swoje strony to Google zrobiło krok w dobrym kierunku. Oczywiście jeżeli chodzi o jakość wyników organicznych bo nowa grafika mnie nie przekonuje, choć trzeba przyznać, że działa szybciej. Podniesienie poprzeczki jakościowej i dodanie głosu użytkowników wpłynie korzystnie na jakość stron internetowych (w najgorszym przypadku będą się one podobać tylko użytkownikom – a co się ludziom podoba w TV wiadomo).

(Nie)skuteczność indeksowania wpisów w katalogach z użyciem SWL

Roland Topór w swoim „Dzienniku Panicznym” (osobiście polecam wszystkim, którzy lubią groteskę i czarny humor w dobrym wydaniu) rozważał przeprowadzenie się z Francji do jakiegoś kraju afrykańskiego celem oszczędności. Z racji tego, że w Polsce mamy dobrobyt to rafinerie oraz spółki cukrowe postanowiły ten fakt wykorzystać i podnieść ceny, zachęcając w ten sposób Polaków do oszczędności (nie wszyscy jeszcze wiedzą, że są bogaci). Ja też chyba jeszcze nie wiem, bo wybrałem kierunek oszczędzania i niestety padło na SEO.

Zacząłem od analizy budżetu i poszczególnych wydatków. Z racji tego, że nie lubię budowania pozycji stron w oparciu o wydatki stałe (np. kupno linków, płacisz jest ok, nie płacisz – lecisz), to znalazłem dwie pozycje – systemy linków rotacyjnych i stałych. Rotacyjnych używam do indeksowania wpisów w katalogach i preclach, do czego innego to już na pewno się nie nadają (pisałem: Zmiany w algorytmie Google). Ze stałych korzystam do linkowania zaplecza i niektórych serwisów. W ramach oszczędzania postanowiłem sprawdzić co będzie jak tych linków będzie mniej lub w ogóle ich nie będzie. Poniżej, założenia do testu, wyniki i wnioski.

Co testowałem

Wpływ SWL na zindeksowanie wpisów w katalogach (o katalogowaniu pisała też Lexy: skuteczność katalogowania)

  • lista około 200 płatnych katalogów,
  • opisy pisane z palca bez synonimów,
  • liczba punktów SWL na jeden wpis: ponad 400 pkt,
  • czas dopalenia przed usunięciem: ponad 2 m-c.

oraz przełożenie się indeksacji i (dodatkowej? mocy z SWL) na pozycje poszczególnych stron. Dodatkowo usunąłem z części stron kilka linków z systemu stałego wyświetlanych site-wide.

Do testów wybrałem 10 domen o bardzo różnej zawartości: serwisy, zaplecze, precle, firmowe, (nie było katalogu bo mam tylko jeden: katalog stron). Z części wpisów w katalogach zdjąłem 100% linków, z części 50%, z innych 0, części wpisów w ogóle nie dopalałem. Od momentu usunięcia linków upłynął 1 m-c.

Wyniki dla systemu rotacyjnego

Poniżej dwie tabelki, jedna zawiera % usuniętych linków z SWL (brak oznacza, że nie były użyte), wyniki katalogowania oraz % stron w indeksie. Druga średnie z podziałem na poszczególne grupy.

zindeksowane wpisy w katalogach - zależnie od SWL

zindeksowane wpisy - zależnie od SWL (średnie)

No i tyle by było o skuteczności SWL przy indeksowaniu wpisów. Jest małe przekłamanie jak ktoś się dokładnie przyjrzy. Strona S5 i S9, S5 była katalogowana ostatnio, więc mogła jeszcze nie stracić indeksacji (utrzymanie jest trudniejsze niż wprowadzenie) a S9 już je straciła, natomiast średnia wychodzi na poziomie reszty. Jednak nawet przyjmując wartość z S9 to 3% różnicy od średniej z całości nie jest istotne.

Wyniki dla systemu rotacyjnego + stały

Dodatkowo dla stron S7, S8, S9 usunięte zostały wszystkie linki z systemu stałego – odpowiednio 3, 2, 2 (wiem, ilość nie poraża, więc tą część testu traktowałbym z przymrużeniem).

Strona S7 (50% linków z SWL, 3 linki ze stałego – fraza 3)

pozycje fraz dla strony S7

Strona S8 (100% linków z SWL, 2 linki ze stałego – fraza 1)

pozycje fraz dla strony S8

Strona S9 (brak linków z SWL, 2 linki ze stałego – fraza 1)

pozycje fraz dla strony S9

Po usunięciu linków z systemu stałego część fraz poszła lekko w górę a część w dół, czyli nic co można by oceniać. Frazy, które były anchorami – jedna bez zmian, druga -2, trzecia +1. Myślę, że więcej narozrabiał tu misiek od Eukaliptusa niż zdejmowanie linków z SWL czy systemu stałego.

Co o tym sądzę

Może tu od końca, istnieje możliwość, że fraza na stronie S8 linkowana z systemu stałego poleciała o 2 pozycje z uwagi na zdjęcie tych linków. Myślę, że przy tych systemach (opcja site-wide) dużo zależy od tego na jaką stronę przydzielony zostanie nasz link. Robimy więc remanent, a nie tniemy linki i koszty. Nie stać mnie na razie na utratę pozycji kilku zapleczowych stron, więc radykalny test na systemie stałym musi poczekać. Ten był jak się okazuje zbyt ostrożny, żeby coś z niego wynikło.

Jeżeli chodzi o SWL to nie widzę żadnej przydatności do indeksowania wpisów w katalogach a tym bardziej do zwiększania ich mocy z korzyścią dla katalogowanej domeny. Analizuję na razie przydatność przy katalogowaniu do darmowych z użyciem tekstów opartych o synonimy, może tam będą miały zastosowanie. Moim zdaniem jak ktoś ma listę dobrych katalogów to nie ma co tracić pieniędzy na dopalanie ich z SWL.

Wniosek: Majątku na tych oszczędnościach nie zbiję, ale kawę z cukrem mogę pić spokojnie.

Reklama na Facebooku – kampania kierowana na FanPage

Z racji tego, że nie ominęła mnie przyjemność utworzenia konta na Facebooku (kumpel potrzebował znajomych do FarmVille). Po tym jak znudziło mi się już hodowanie marchewek, zbieranie znajomych i czytanie tablicy, postanowiłem zobaczyć o co chodzi z marketingiem na Facebooku i modą (fobią) na tworzenie FanPage. Mam sporo zdjęć z Zakopanego, trochę stron i informacji więc materiałów do wrzucania trochę miałem. Potem standardowo promocja wśród znajomych i dorzucanie nowych postów – doszedłem do około 300 fanów i postanowiłem sprawdzić jak działa promocja na Facebooku.

Skłoniła mnie do tego jeszcze jedna rzecz, dostałem jakiś czas temu zapytanie odnośnie prowadzenia kampanii w Adwords i na Facebooku jednej z firm oferujących zniżki. W sumie to po dyskusji o strategii kampanii uznałem, że ja pewnych rzeczy w dzisiejszym marketingu nie rozumiem (zresztą odbiorców też).

Kampania miała być kierowana na Landing Page, na której nic nie można było zrobić poza wpisaniem maila i wybraniem miasta (daliby chociaż politykę prywatności i zasady przetwarzania danych przeczytać). Na koniec oczekiwanie konwersji na poziomie 7% – dałem sobie spokój z prowadzeniem kampanii, której nie rozumiem i ludzi, którzy mieliby te dane podawać (a podają pytałem wśród znajomych). No i potem dostają trochę spamu i nie chodzą tam gdzie chcą tylko tam gdzie są zniżki.

Konfigurowanie kampanii

Wracając do Facebooka, konfiguracja kampanii jest dość prosta, w sumie jeżeli ktoś sobie radzi z Adwords to z tym poradzi sobie spokojnie. Są dwa problemy, tłumaczenie pomocy na język polski robił ktoś komu logika jest obca – „Zwiększ dystrybucję zdarzeń aktualności” – niby jasne. Druga sprawa pewne rzeczy są dostępne różnymi ścieżkami (jeszcze nie odkryłem jak dojść do danych kampanii bezpośrednio z reklamowanej strony), ale to chyba normalne na Facebooku.

Dalej już po maśle, tworzymy reklamę, zdjęcie, grupę docelową – duży plus dla Facebooka, można bardzo dokładnie dookreślić grupę docelową (wiek, lokalizacja, zainteresowania, itp.), poznajemy też potencjalną ilość odbiorców. Na ile to działa w praktyce pewnie nikt nie wie (RootZoo vs Facebook). Potem już tylko budżet kampanii, czas jej trwania i model płatności CPC i CPM (podaje przypuszczalne stawki).

Płatności i rozliczenie kampanii

Tutaj Facebook zaliczyły sporą wpadkę jak dla mnie, gdyby nie to, że bardzo chciałem zrobić tą kampanię to bym dał sobie siana. Przy wyborze rozlicznia i deklarowaniu płatnika VAT, przy zatwierdzaniu system dwa razy odesłał mnie do strony z błędem. Nie lubię jak się systemy zawieszają w momentach związanych z moimi pieniędzmi, już mi wystarczy, że sami sobie przyznają prawo do ściągania należności z mojej karty. Zresztą przy płaceniu okazało się, że deklarowałem kwotę netto na kampanię o czym słowem nie wspomnieli przy zatwierdzaniu budżetu.

Skuteczność i raportowanie

Tu znowu się nie popisali, jestem przyzwyczajony do Google Adwords i Analytics. Delikatnie mówiąc raporty tworzone przez Google różnią się znacząco jakością od tych na Facebooku. Mamy nadmiar danych i nie bardzo można ich ilość zmniejszyć, dobrze, że jest eksport do excela bo można to trochę obrobić. Najczytelniejszy raport dostępny z poziomu kampanii jest tworzony w cyklu tygodniowym i nie można tego zmienić ani wyeksportować. Jak mamy kampanię na przełomie to możemy zobaczyć w dwóch częściach, albo dłubać w excelu. Nie wiem jak ktoś sobie radzi z kilkoma reklamami i wieloma kampaniami.

A tak wygląda raport skuteczność i kosztów, kampania była ustawiona na CPM, więc może śr. KTK jest właśnie tym. Resztę pozostawiam do samodzielnego rozszyfrowania.

Patrząc na koszt kliknięcia (ceny w euro) przy modelu CPM (mnie wyszło 0,056; oferta 0,15; prognozowane 0,18 – 0,23) a koszt prognozy w modelu CPC: 0,36 – 0,65; to w tym przypadku CPM był lepszy. Nie chciało mi się już prowadzić drugiej w modelu CPC – jak mnie najdzie to dopiszę dane. A w sumie interesowało mnie ilu dojdzie nowych fanów i jaki będzie koszt ich pozyskania. Wyszło mi 58 fanów za 10 euro, czyli 0,17 eurocentów za jedną osobę.

Podsumowanie kampanii na Facebooku

Fanem reklam na Facebooku to ja raczej nie będę, chyba, że za karę. Test ma jedną zaletę, doceniłem Adwords, tam można przeczytać co i jak działa mimo, że domyślnie chcą cię „puścić z torbami”. Na Facebooku nikt takiej szansy nie da, bo pomocy albo nie ma, albo jest bełkotem marketingowym. Przekonuje się coraz bardziej, że ten boom na marketing społecznościowy jest jedynie nakręcaniem koniunktury i ma na celu „wyłudzenie” pieniędzy za marne obietnice.

Aktualizacja Page Rank styczeń 2011

W ostatnim czasie miała miejsce kolejna aktualizacja Page Rank (gdzieniegdzie trwa jeszcze), o tyle istotna, że poprzednia miała miejsce 8 m-c temu. Google wyraźnie zgubiło rytm trzy – cztero miesięczny. Nie jestem jakimś pasjonatem ciułania zielonego paseczka, ale jest w nim pewna doza satysfakcji – szczególnie jak się zwiększa. Aktualizacja po raz kolejny zebrała komentarze i wpisy na blogach jak bardzo nieistotny jest ten element przy SEO i nie ma się nim co zajmować. Mam na ten temat inny punkt widzenia, Page Rank jest jak najbardziej przydatny przy pozycjonowaniu (nie spamowaniu), o czym poniżej.

Z racji tego, że przez ostatni czas powoli zacząłem się przyzwyczajać do braku aktualizacji PR zacząłem szukać czegoś, co pozwoliłoby w miarę szybko (pobieżnie) oceniać wartość strony. O wadach wartości PR przy ocenie stron wiem, więc kilka dodatkowych kryteriów i już można całkiem nieźle ocenić stronę. Przyjmując, że Page Rank już nie jest użyteczny to, co pozostaje.

Backlinks – wystarczy popatrzeć w wyniki wyszukiwania, żeby zobaczyć jak bardzo niemiarodajny jest ten wskaźnik. Strona może mieć 100 x mniej linków i być wyżej w wynikach. Poza tym sugerując się nawet jakością linków to raz można ich zobaczyć ogólnie dostępnymi narzędziami 1 000, po drugie, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś taką ilość przeglądał. Trzecia rzecz to coraz częstsze stosowanie przekierowania 301, które skutecznie uniemożliwia rzeczywistą ocenę ilości linków.

Wiek domeny również nie bardzo się nadaje – przechwytywanie domen i brak ich ciągłości skutecznie eliminuje wskaźnik, jako wiarygodny. Ilość stron w indeksie, komenda site: już może coś powiedzieć, że Google odwiedza stronę umieszcza w indeksie sporo podstron, to znaczy, że coś są warte – nie zawsze oznacza to jednak wartościowy content. Właśnie nie zawsze ilość decyduje o jakości, a małe strony również mogą posiadać sporą wartość. Dalej już możemy wykorzystywać różne kombajny do analizy SEO, które sprawdzają większość istotnych parametrów stron i podają jakąś wartość.

Nie wyobrażam sobie jednak analizy w ten sposób np. listy katalogów czy precli. Potrzebne jest jakieś kryterium, dzięki któremu będzie można przeprowadzić wstępną selekcję. Potem można już robić dokładną analizę i wybrać te bardziej wartościowe. Do tej pierwszej – wstępnej selekcji dobrze nadaje się wskaźnik Page Rank, może nie jest idealny, ale całkiem nieźle spełnia swoją funkcję.

Dlaczego pisałem, że PR jest przydatny do pozycjonowania a nie do spamowania. Przyjęcie założenia, że każdy link jest dobry nieważne, na jakiej stronie (nie ma potrzeby oceny strony), pozwala obejść się bez jakichkolwiek kryteriów. Wtedy najczęściej trzeba proces dodawania linków automatyzować (dodawarki, mieszarki itd.) a to już dla mnie spamowanie. Jeżeli chcemy wybrać metodę jakościową to konieczne jest posiadania jakiś kryteriów oceny stron. Wtedy wykorzystanie Page Rank jest całkiem przydatne, choć nie może być jedynym elementem oceny strony (pisałem: jak ocenić wartość strony).

O tym, jakie techniki dominują i czemu Page Rank jest uznawany za niepotrzebny można obejrzeć w ramach konkursu SEO 2011. Frazą konkursową jest wpolscemamymocneseo – w wynikach Google mamy powoli przegląd różnych sposobów pozycjonowania. Myślę, że za dużo stron nastawionych na jakość pozycjonowania tam nie znajdziemy, no ale ile można zrobić przez trzy miesiące, zająć top 1 na hasło pozycjonowanie – wejście na rynek polski xRummera na szerszą skalę.

Google +1 do mocy

Zobacz historię bloga