Reklama na Facebooku – kampania kierowana na FanPage

Z racji tego, że nie ominęła mnie przyjemność utworzenia konta na Facebooku (kumpel potrzebował znajomych do FarmVille). Po tym jak znudziło mi się już hodowanie marchewek, zbieranie znajomych i czytanie tablicy, postanowiłem zobaczyć o co chodzi z marketingiem na Facebooku i modą (fobią) na tworzenie FanPage. Mam sporo zdjęć z Zakopanego, trochę stron i informacji więc materiałów do wrzucania trochę miałem. Potem standardowo promocja wśród znajomych i dorzucanie nowych postów – doszedłem do około 300 fanów i postanowiłem sprawdzić jak działa promocja na Facebooku.

Skłoniła mnie do tego jeszcze jedna rzecz, dostałem jakiś czas temu zapytanie odnośnie prowadzenia kampanii w Adwords i na Facebooku jednej z firm oferujących zniżki. W sumie to po dyskusji o strategii kampanii uznałem, że ja pewnych rzeczy w dzisiejszym marketingu nie rozumiem (zresztą odbiorców też).

Kampania miała być kierowana na Landing Page, na której nic nie można było zrobić poza wpisaniem maila i wybraniem miasta (daliby chociaż politykę prywatności i zasady przetwarzania danych przeczytać). Na koniec oczekiwanie konwersji na poziomie 7% – dałem sobie spokój z prowadzeniem kampanii, której nie rozumiem i ludzi, którzy mieliby te dane podawać (a podają pytałem wśród znajomych). No i potem dostają trochę spamu i nie chodzą tam gdzie chcą tylko tam gdzie są zniżki.

Konfigurowanie kampanii

Wracając do Facebooka, konfiguracja kampanii jest dość prosta, w sumie jeżeli ktoś sobie radzi z Adwords to z tym poradzi sobie spokojnie. Są dwa problemy, tłumaczenie pomocy na język polski robił ktoś komu logika jest obca – „Zwiększ dystrybucję zdarzeń aktualności” – niby jasne. Druga sprawa pewne rzeczy są dostępne różnymi ścieżkami (jeszcze nie odkryłem jak dojść do danych kampanii bezpośrednio z reklamowanej strony), ale to chyba normalne na Facebooku.

Dalej już po maśle, tworzymy reklamę, zdjęcie, grupę docelową – duży plus dla Facebooka, można bardzo dokładnie dookreślić grupę docelową (wiek, lokalizacja, zainteresowania, itp.), poznajemy też potencjalną ilość odbiorców. Na ile to działa w praktyce pewnie nikt nie wie (RootZoo vs Facebook). Potem już tylko budżet kampanii, czas jej trwania i model płatności CPC i CPM (podaje przypuszczalne stawki).

Płatności i rozliczenie kampanii

Tutaj Facebook zaliczyły sporą wpadkę jak dla mnie, gdyby nie to, że bardzo chciałem zrobić tą kampanię to bym dał sobie siana. Przy wyborze rozlicznia i deklarowaniu płatnika VAT, przy zatwierdzaniu system dwa razy odesłał mnie do strony z błędem. Nie lubię jak się systemy zawieszają w momentach związanych z moimi pieniędzmi, już mi wystarczy, że sami sobie przyznają prawo do ściągania należności z mojej karty. Zresztą przy płaceniu okazało się, że deklarowałem kwotę netto na kampanię o czym słowem nie wspomnieli przy zatwierdzaniu budżetu.

Skuteczność i raportowanie

Tu znowu się nie popisali, jestem przyzwyczajony do Google Adwords i Analytics. Delikatnie mówiąc raporty tworzone przez Google różnią się znacząco jakością od tych na Facebooku. Mamy nadmiar danych i nie bardzo można ich ilość zmniejszyć, dobrze, że jest eksport do excela bo można to trochę obrobić. Najczytelniejszy raport dostępny z poziomu kampanii jest tworzony w cyklu tygodniowym i nie można tego zmienić ani wyeksportować. Jak mamy kampanię na przełomie to możemy zobaczyć w dwóch częściach, albo dłubać w excelu. Nie wiem jak ktoś sobie radzi z kilkoma reklamami i wieloma kampaniami.

A tak wygląda raport skuteczność i kosztów, kampania była ustawiona na CPM, więc może śr. KTK jest właśnie tym. Resztę pozostawiam do samodzielnego rozszyfrowania.

Patrząc na koszt kliknięcia (ceny w euro) przy modelu CPM (mnie wyszło 0,056; oferta 0,15; prognozowane 0,18 – 0,23) a koszt prognozy w modelu CPC: 0,36 – 0,65; to w tym przypadku CPM był lepszy. Nie chciało mi się już prowadzić drugiej w modelu CPC – jak mnie najdzie to dopiszę dane. A w sumie interesowało mnie ilu dojdzie nowych fanów i jaki będzie koszt ich pozyskania. Wyszło mi 58 fanów za 10 euro, czyli 0,17 eurocentów za jedną osobę.

Podsumowanie kampanii na Facebooku

Fanem reklam na Facebooku to ja raczej nie będę, chyba, że za karę. Test ma jedną zaletę, doceniłem Adwords, tam można przeczytać co i jak działa mimo, że domyślnie chcą cię „puścić z torbami”. Na Facebooku nikt takiej szansy nie da, bo pomocy albo nie ma, albo jest bełkotem marketingowym. Przekonuje się coraz bardziej, że ten boom na marketing społecznościowy jest jedynie nakręcaniem koniunktury i ma na celu „wyłudzenie” pieniędzy za marne obietnice.