Jak nie depozycjonować wpisów w wynikach wyszukiwania

Cała sytuacja zaczęła się od napisania w 2006 roku przez bloggera Kominek wpisu na temat budyniu firmy Oetker. Post miał mało cenzuralny tytuł „Dr Oetker, Ty pizdo”, reszta treści napisana była w podobnym tonie i odnosiła się do zakupu i konsumpcji budyniu czekoladowego rzeczonej firmy. Domena, na której został opublikowany post ma całkiem przyzwoite statystyki dotyczące SEO. To i treść postu oraz jego charakter szybko zdobył sobie popularność wśród internautów, wykorzystując technikę marketingu szeptanego tyle, że stworzoną w sposób naturalny.

Pozycjonowanie wpisu

Treści, które w naturalny sposób wzbudzają zainteresowanie internautów najczęściej szybko uzyskują wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania. Powyższy post zaczął pojawiać się na popularnych serwisach, był często komentowany co dało dużą liczbę linków prowadzących do niego. Efektem tego było pojawienie się wpisu na trzeciej pozycji na hasło „Oetker”. Jest to raczej najwyższa możliwa pozycja, gdyż dwie pierwsze zajmują domeny www.oetker.pl.

Na naturalny proces pozycjonowania cudzego wpisu nie mamy bezpośredniego wpływu. Działania, które będą miały z nim związek spowodują raczej wzrost jego popularności a co za tym idzie pozycji. Komentowanie, pisanie sprostowań, tłumaczenia odnoszą z punktu widzenia pozycjonowania odwrotny skutek. Informacji na ten temat jest w internecie coraz więcej co powoduje jeszcze większe zainteresowanie internautów.

Depozycjonowanie wpisu

Najlepiej, jeżeli wpis utraci swoją pozycję tak jak zyskiwał, czyli w sposób naturalny. Wadą takiego rozwiązania jest czas jaki będzie na to potrzebny (na pewno dłuższy niż czas zyskiwania popularności). Z drugiej strony wpis znajduje się w wynikach wyszukiwania co zachęca do klikania w niego co może umacniać go na tej pozycji lub spowodować wzrost. Jeżeli nie mamy czasu czekać lub wpis nie chce tracić swojej pozycji, można rozważyć podjęcie działań depozycjonujących.

Warto się jednak wystrzegać tego co wymyślili „specjaliści” z Otkera. Za pośrednictwem kancelarii prawnej przekazali oczekiwanie zmienienia oryginalną treść wpisu na przygotowaną przez nich. Pomijając możliwości prawne takiego działania (czy nastąpiło zniesławienie) to od strony public relation był to strzał we własne kolano. Mogłoby to odnieść skutek jedynie, jeżeli autor wpisu przestraszył by się i usunął lub zmodyfikował treść postu. Etyka działań polegających na zastraszaniu mnie nie przekonuje, co znalazło odzwierciedlenie w dalszej części sprawy.

Informacja o próbie cenzury wpisu znalazła się na blogu i dodatkowo wzbudziła zainteresowanie internautów, którzy zaczęli popularyzować tym razem tekst ocenzurowany i komentować działania podjęte przez firmę. W internecie pojawił się skan dokumentu i po raz kolejny sprawa nabrała rozgłosu. Efekt tych działań jest tak, że zamiast modyfikacji wpisu, kolejny post znalazł się w wynikach wyszukiwania na hasło „Oetker”. Dodatkowo metody jakimi działa firma zostały ośmieszone co pewnie nie pozostaje bez wpływu na markę firmy.

Obecnie w wynikach wyszukiwania na hasło „Oetker” pierwsze 10 pozycji 6 zajmują informacje odnoszące się do wpisu Kominka oraz „działań zapobiegawczych” Oetkera.

Podsumowanie – depozycjonowanie wpisów

Ten przykład to nie jedyny przypadek pojawiania się w wyszukiwarce niekorzystnych wpisów na temat firm. W wynikach dla Poczty Polskiej jest nawet film na youtube o tym, że kradnie. Spora część firm próbuje przeciwdziałać takim wpisom. Ogólnie są dwie możliwości, pierwsza pracochłonna i wymagająca zaangażowania sporych środków (zależnych od popularności wpisu) oraz druga mało etyczna.

Pierwsza polega na pozycjonowaniu dodatkowych stron z konkretnym słowem kluczowych, które znajdą się nad niekorzystnym wpisem. Druga polega na doprowadzeniu do sytuacji, kiedy Google zafilturje lub zbanuje niekorzystny wynik. Czyli w pierwszym przypadku depozycjonowanie jest tak naprawdę pozycjonowaniem innych treści. Natomiast, jeżeli chodzi o drugi to działa jedynie na nowe strony, te które mają ugruntowaną pozycję w Google, raczej nie poddają się działaniom filtrującym lub banującym.