Google zmienia informacje udostępniane w Webmaster Tool

Ostatnio toczy się sporo dyskusji na temat parametru site:, który teoretycznie sprawdza ilość podstron danego serwisu. Piszę, że teoretycznie, gdyż komenda ta podaje te wartości w przybliżeniu, czasem nawet dużym. Ostatnio w ogóle pokazuje różne, raz podaje w miarę zbliżone wartości a raz obcina je o kilkanaście lub kilkadziesiąt %. Bliżej mu czasem do liczby stron zaindeksowanych przez Google pokazywanych w narzędziach dla webmasterów.

W narzędziach też ostatnimi czasy sporo się dzieje. Poza zmianą sposobu wyświetlania słów kluczowych, ostatnio wprowadzono zmianę do zapytań powodujących najczęstsze wyszukania. Uporządkowano informacje odnośnie zapytań, wyświetleń oraz liczby kliknięć oraz % kliknięć w poszczególne słowa.

Statystyki słów kluczowych w narzędziach dla webmasterów

Niby te dane po części był, ale zaprezentowane w formie tak nieczytelnej, że zniechęcały do analizy. A teraz wszystko ładnie i przejrzyście z sortowaniem i wyszukiwaniem konkretnych fraz. Dodano jeszcze bardzo istotną rzecz, % kliknięć w zależności od zajmowanej pozycji w wynikach wyszukiwania. Badania na ten temat były dostępne, ale raczej w formie ogólne, a tu mamy informacje na temat konkretnych słów i ich klikalności w wynikach oraz dodatkowo strony, które są odwiedzane.

Do użyteczności tych statystyk nie trzeba nikogo przekonywać. Przydatne przede wszystkim do uzasadnienia skuteczności pozycjonowania stron, czyli im wyżej tym wyższa skuteczność kliknięć i to nie na podstawie teoretycznych badań. Ciekawe narzędzie też dla klientów, którzy mogą zobaczyć jakie występują różnice skuteczności pomiędzy pozycjami w kontekście do firm SEO, które często mają ustalony przedział między 1 – 10 w swoich ofertach.

Na ile miarodajne są te wyniki pokaże ich analiza w dłuższym okresie czasu, choć nie za bardzo jest się do czego odnieść bo innych danych nie ma. Oczywiście można robić raporty w oparciu o np. Analitycs i program do monitorowania pozycji, ale wymaga to sporo wysiłku i jest obarczone sporym błędem (np. zmienność pozycji w wynikach), lub zakresem raportu (długi long tail ciężko zdiagnozować). Nasuwa się pytanie z jakiego powodu Google udostępnia takie dane.

Na pewno udostępniając te dane, dało wyraz temu, że pozycjonowanie jest skuteczne i niesie ze sobą określone korzyści. Niby to oczywiste, ale Google nigdy nie dawało temu wyrazu w oficjalnych danych. Pozycjonowanie, lub bardziej, optymalizacja stron internetowych zyskało podobny status do Adwords. Trochę przesadzam, ale oba narzędzia udostępniają dane o skuteczności działań – słów kluczowych. Piszę optymalizacja, gdyż Google to traktuje jako metody promowania strony w wyszukiwarkach, pozycjonowanie zwane manipulowaniem wynikami dlaej jest beee.

Kierunek zmian, który obecnie obrał Google, mnie osobiście bardzo odpowiada. Informacje stają się bardziej użyteczne dla osób pozycjonujących jakościowo. Zresztą krok dzielenia się statystykami odnośnie optymalizacji (zawartość słów na stronie) oraz efektów działań (statystyk kliknięć na zapytania) pomoże oceniać wartość działań na stronie. Wskaźnik stają się coraz bardziej merytoryczne, zamiast kilku enigmatycznych (site, link, pr) niewiele mówiących o wartości strony. To może też wymusić zmianę metod oceny strony przez SWL, skoro podstawowe kryteria przy niej użyte tracą na znaczeniu.

Optymalizacja słów kluczowych na stronie z użyciem atrybutów html

Dwa podstawowe działania związane z pozycjonowaniem stron to budowanie zawartości i jej optymalizacja oraz pozyskiwanie linków najlepiej w sposób naturalny. Pierwsze z tych działań jest w pełni zależne od nas i warto to jak najlepiej wykorzystać. Głównym elementem optymalizacji serwisu jest sposób użycia (rodzaje atrybutów html) oraz rozmieszczenia słów kluczowych na stronie. Drugim elementem jest linkowanie pomiędzy treściami w serwisie.

Optymalizacja słów kluczowych (strony) ma dwa główne kierunki działań – wyszukiwarki, czyli to co widzą boty odwiedzające stronę i użytkownicy, czyli to co odbierają internauci odwiedzając serwis. Google w swoich wskazówkach radzi, żeby nie robić strony pod kątem odwiedzających ją botów, choć z ich pomocą ocenia zawartość strony. Z drugiej strony serwis musi być wizualnie interesujący dla odwiedzających. Moim zdaniem dobrze zoptymalizowana strona powinna być kompromisem – uzględniać obydwa elementy. W jakim stopniu, to już kwestia naszych osobistych poglądów.

Optymalizacja słów kluczowych pod kątem wyszukiwarek

Wizualne aspekty języka html

Pierwszy krok do dobrej optymalizacji leży w sferze mentalnej, ludzie oglądają strony a boty czytają język html. Nie ma znaczenia co widać, ważne jest to z czego powstaje strona czyli kod. Dla przykładu dwa teksty

  • znaczenie dla wyszukiwarek
  • znaczenie dla internautów

Dla ludzi większe znaczenie będzie miał pierwszy tekst dla botów drugi. I to pierwszy błąd związany z optymalizacją strony pod wyszukiwarki, oceniamy to co widzimy. Po części html i sposób czytania go przez boty ma odzwierciedlać nasz sposób patrzebia na stronę, stąd domyślnie nagłówki h1 … h6 różnią się wielkościami czcionek. H1 jest widoczny dla osób (ma większe czcionki) i jest ważny dla botów. Google dość sporo pracy wkłada w to żeby te dwa punkty widzenia zbliżyć, no ale co automat to nie człowiek póki co. O znaczeniu poszczególnych atrybutów HTML piszę – optymalizacja strony pod kątem wyszukiwarek.

Struktura słów kluczowych na stronie

Załóżmy, że pozycjonujemy stronę na słowa kluczowe A, B, C z czego A i B są słowami, które są najistotniejsze (np. mają najwięcej wyszukań) a resztę traktujemy jako dodatkowe. Słowa A`, B`, C` są synonimami słów podstawowych oraz A1 … Ax są ich odmianami przez przypadki. Google bardzo dobrze rozpoznaje synonimy o czym szerzej pisali – http://googleblog.blogspot.com/2010/01/helping-computers-understand-language.html i analizuje odmiany wyrazów w różnych językach. Dodatkowo warto użyć sporej ilości fraz rozbudowanych w oparciu o słowa najistotniejsze.

Najczęściej spotykaną formą rozmieszczania treści na stronie jest struktura drzewiasta, czyli od najistotniejszych słów kluczowych w górnej części strony (dokładnie górnej lewej, o czym napiszę przy optymalizacji pod użytkownika) rozchodzących się w coraz mniej istotne słowa schodząc w dół strony (header – contain – footer). Zgodnie z tą strukturą (najważniejsze – najmniejważne) wykorzystujemy znaczniki html. Do dyspozycji mamy ich sporo, do ważniejszych należą – title, h1 … h6, strong, underline, em, color. Moim zdaniem warto rozszeżyć budowanie struktury o elemeny macierzy. Taki mały obrazek dla zobrazowania.

Struktura rozmieszczenia słów kluczowych na stronieJest to jedynie przykład, chodzi o to żeby pokazać, że słowa kluczowe powinny znajdować się we wszystkich ważnych elementach html strony. Istotne jest też wykorzystanie synonimów i odmian danego słowa, zwiększa udział % słów kluczowych w treści a nie grozi banem. Bezpieczną granicą jest od 6 do 8% nasycenia, wliczając odmiany i synonimy. Ważne aby bot w każdym ważniejszym fragmencie strony „spotykał” jakąś formę słowa kluczowego.

Optymalizacja treści pod kątem użytkowników

Boty lubią html a użytkownicy to co widzą, nie bardzo interesuje ich % słów kluczowych na stronie a ciekawe informacje jakie na niej mogą znaleźć. Powiedziałbym nawet, że zbytnie wałkowanie o tym samym (nabijanie %) i wyróżnianie w formach wszelakich raczej ich odstrasza. Przejrzysta forma, ciekawy tekst i ładne obrazki to z grubsza zaspokaja potrzeby odwiedzających. Jak połączyć te różne dążenia.

Jeżeli chodzi o nagłówek, menu i stopkę to w sumie nie ma większych problemów, wyróżnienie tych elementów potrzebne jest zarówno botom jak i użytkownikom. Np. taki banalny zabieg jak nazwa menu, zamiast standardowo można „piszemy o pozycjonowaniu stron”, dajemy w h3 i mamy odmianę ważną dla bota, która nie przeszkadza w wizualnych aspektach. W sumie wymaga to trochę zabawy z językiem i nie jest taką prostą sprawa.

Napisać dobry tekst jest ciężko a jeszcze z użyciem właściwych słów to kawał dobrej roboty. Przepisu jak to zrobić raczej nie ma, można oddać komuś kto się na tym zna (ponoć marketing), ale … trzeba zapłacić, a mnie osobiście mdlą takie „wysmakowane” teksty. Pomagają wszelkiego rodzaju paragrafy, wypunktowania gdzie można umieszczać słowa kluczowe. Zachowanie struktury tekstu z podziałem na sekcje niby jest oklepane, ale na razie nic lepszego nie wymyślono. Dobrze też wykorzystać mapę tagów, rzadko kto używa, ale ładnie wygląda i Google przywiązuje do nich znaczenie.

Efekt optymalizacji treści

W tym przypadku z botami jest zdecydowanie prościej niż z internautami. Odwiedzający, albo rzadko dzielą się swoimi opiniami, albo robią to w formie, którą ciężko przekształcić w listę zmian. Kończy się najczęściej, że strona im się podoba albo nie – tylko, że to już trochę po, bo ta część na nie już do nas nie wróci.

Natomiast jeżeli chodzi o efekt pracy botów to informacje znajdziemy w narzędziach dla webmasterów Google. Twoja witryna w sieci – słowa kluczowe, znajdziemy tu najczęściej znajdowane podczas indeksowania strony. Przeglądając poszczególne mamy wskaźnik wystąpnień oraz najważniejsze strony, na których występują. Po optymalizacji można tam sprawdzić jak nasze działania wpłynęły na postrzeganie przez Google.

Podsumowanie – optymalizacja słów kluczowych

Istnieją dwa rodzeje optymalizacji, jeden pod kątem botów wyszukiwarek i drugi pod kątem użytkowników. W wielu aspektach są one różne od siebie – inne kryteria decydują o użyteczności strony. W przypadku botów chodzi o treści w kontekście html a w przypadku użytkowników o wizualizacje treści na stronie. Mimo różnic można pewne elementy optymalizacji łączyć ze sobą, w tym kierunku idzie też sposób analizy treści przez roboty. Mają one za zadanie zbliżać swój sposób postrzegania strony do postrzegania przez internautów.

Jak sprawdzić ilość wyszukań danego słowa kluczowego w Google

W sumie odpowiedź na pytanie z tytułu wydaje się dość prosta. Wystarczy uruchomić Google Adwords i w zakładce możliwości wybrać narzędzie propozycji słów kluczowych. Google po analizie prezentuje nam nie tylko wyszukania, ale prognozowane ilości kliknięć oraz stawki CPC. O ile każdy kto prowadził kampanię w Adwords miał okazję przekonać się, że dwa ostatnie wskaźniki mijają się dość sporo z rzeczywistością (trzeba przyznać, że się trochę poprawiły w nowej wersji KeywordTool), o tyle ze słowami nie jest już tak prosto. Jedno to rodzaje dopasowań, dalej trendy sezonowe oraz wyszukania lokalne i globalne.

W sumie wiadomo, że Google trochę naciąga te liczby (pokazuje więcej wyszukań), ale o ile to nie wiadomo. W sumie nic w tym dziwnego – trzeba jakość zachęcić reklamodawców, choć z tym jakie słowa mieszczą się w dopasowaniach przybliżonych przeginają. Wystarczy włączyć opcję zobacz wyszukiwane hasła – wyszystkie i jest co pooglądać. W sumie cierpią na tym klienci, bo akurat nie sądzę, żeby firmy zajmujące się prowadzeniem kampanii zwracał uwagę klientom, że wykorzystują zbyt dużo słów a co za tym idzie za dużo wydają (ach ten % od budżetu kampanii). Każdy jest na swój sposób szczęśliwy, ale nie o tym miałem.

Z racji tego, że na jednej z moich domen prognoza pokazywała jedno, a wyniki wejść z trzeciego miejsca w analyticie drugi. Zaznaczę, że całe te wyliczenia są przybliżone, gdyż procent wejść na daną stronę na określonej pozycji jest zależny od wielu czynników.

Analiza ilości wyszukań

Teraz po kolei, analizę robiłem w pierwszej połowie marca. Na początek prognoza wyświetleń (dopasowania ścisłe) z adwordsa, czyli ile ludzi wyszukuje dane hasło w miesiącu, dalej wyniki wyświetleń z adwords (dopasowania ścisłe) w trakcie 2 tyg kampanii (czyli x 2 żeby porównywać).

prognoza adwords - kwatery zakopane

wyniki adwords - kwatery zakopane

Wychodzi, że stosunek prognozy do rzeczywistej liczby wyświetleń to 37%. Optymizmem nie napawa. Dodajmy więc do tego wykres trendu wyszukań w ciągu roku.

google trends - kwatery zakopane

Jak widać wyniki są zgodne z tym co Google Trends pokazuje na wykresie, czerwona linia to 37%, czyli w przybliżeniu wyniki pierwszej połowy marca kiedy była robiona analiza. Co z tego wynika.

Rzeczywista ilość wyszukań

Pierwsza rzecz to, że Google w narzędziu KeywordTool pokazuje liczbę wyszukań z miesiąca, w których było ich najwięcej. Z tego z kolei wynika, że w zależności od wahnięć sezonowych danego słowa liczba wyszukań może znacznie się różnić. Pozostaje przy robieniu założeń co do ilości wyświetleń danego słowa w wyszukiwarce dołożyć statystyki z Google Trends i określić proporcjonalnie ilość przypadającą na określne miesiące.

Druga sprawa to przełożenie wyszukań na wejścia na stronę w zależności od zajmowanej pozycji. Taką analizę robiłem dla innych słów, gdyż na kwatery zakopane jestem za daleko w wynikach. Kształtuje się to (analogicznie jak w przypadku wyżej) dla dwóch słów na trzeciej pozycji w sposób:

  • prognoza 1 900 i 1 300
  • rzeczywista 546 i 246 (29 % i 19 %)
  • wejścia 33 i 10 (6 % i 4 % z rzeczywistych)

Trzeba jednak zaznaczyć, że w wynikach wyświetlana jest mapka z siedmioma wynikami, która zajmuje większą część wyników wyszukiwania. Może to wpłynąć na % kliknięć na danej pozycji. Jeszcze dla porównania wyniki kliknięć w Adwords dla danych słów 13 % i 25 % – średnia pozycja w czasie kampanii 1,3. Wynika z tego, że płatne wyniki przejmują dość sporo ruchu. Tyle na dziś na temat statystyk, % i temu podobnych.

No może jeszcze mała dygresja, w dzisiejszych czasach w związku z wprowadzeniem matematyki jako przedmiotu obowiązkowego na maturze prowadzi się kampanie społeczne, żeby pokazać, że to przydatny w życiu przedmiot – paranoja.

Przygotowanie strony do pozycjonowania – case study

Obecnie przygotowuję drugi serwis z ofertami noclegowymi, poza zmianami w kwestiach funkcjonalności, które wychodzą podczas działania poprzedniego, zmieniłem też sposób przygotowania pod pozycjonowanie. Głownie rozchodziło się o indeksowanie stron w docelowym serwisie z pozostałościami po wcześniejszych treściach z wordpressa. W związku z tym zamiast pożytku z wcześniej zaindeksowanych treści i pewnego stażu w Google zyskałem tylko problemy z indeksacją. W jaki sposób teraz przygotowuję stronę pod pozycjonowanie.

Tymczasowa zawartość

Z wypowiedziami, że należy linkować serwis przed powstaniem wersji docelowej, możemy się dość często spotkać. Oczywiście nie chodzi o to żeby linkować wpis typu – strona w budowie – bardziej chodzi o linkowanie kolejnych elementów, które powstają w serwisie. Inną z kolei sprawą jest przygotowanie treści i jej linkowanie przed rozpoczęciem budowy serwisu. Zbudowanie serwisu zajmuje trochę czasu, czasem mamy domenę, a nie mamy kasy na stronę, warto ten czas wykorzystać żeby Google mogło „zapoznać się” z naszą stroną. Pisze też o tym Lexy w poście – zanim wystartujesz z dużym serwisem.

Najlepiej przygotowywać zawartość odpowiadającą strukturze przyszłego serwisu, czyli odzwierciedlić strukturę kategorii i elementów. Również treści powinny być tematyczne powiązane z zawartością na poszczególnych podstronach. Im bliższe podobieństwo tym większą wartość przyniesie nam tymczasowa strona. Druga sprawa to linkowanie, w sumie warto to robić tak jak przy normalnej stronie. I warto z umiarem (po co zbyt dużo osób ma ją znaleźć), linkujemy zarówno stronę główną jak i poszczególne podstrony, żeby wszystko pojawiło się w indeksie Google. Przykład takiej strony tymczasowej: www.kwaterywzakopane.pl

Optymalizacja treści

W związku z tym, że strony są statyczne (ułatwia przekierowanie i nie wymaga bazy danych) możemy dowolnie kształtować zawartość poszczególnych stron. Warto więc odpowiednio nasycicić treść słowami kluczowymi i synonimami oraz wykorzystać nagłówki h1 itd. Myślę, że dość sensownie jest to używane w wordpressie. Jeden nagłówek h1, potem tytuły poszczególnych artów w h2 i dalej jak komu wygodnie, ja osobiście wolę h3 w treści a nie do menu. Dodakowo wyróżnienia i jakieś kolorki i strona będzie dobrze zoptymalizowana przynajmniej jeżeli chodzi o boty, a to główny powód jej powstania.

Przekierowanie 301

Jak już powstanie serwis, który ma być docelowy dodajemy do pliku htaccess, przekierowania 1:1. Tzn. przekierowujemy podstrony adekwatnie do ich tematyczności (np. stronę o poziomkach do kategorii poziomki itd.). W sumie z ostatniego wywiadu Mutt Cutts z Eric Enge wychodzi, że przekierowanie 301 nie przenosi całej mocy poszczególnych stron. Mimo to jest kilka pozytywów z takiego wcześniejszego startu.

Mamy „stare” strony w indeksie co oznacza, że nowe po przekierowaniu też już tam są. Mają one wartość, zawierają już treści i linki. W przypadku katalogów to dość sporo, gdyż treści w nich niewiele i przekierowanie ze stron bogatych w treść na pewno im pomoże. Strona jest już jakiś czas w indeksie, a to dość istotny element SEO.

Statystyki strony tymczasowej

Obecnie moja strona tymczasowa ma site 6 i około 15 linków (docelowo planuję około 20 i 50 linków), po jednym do każdej podstrony a reszta na stronę główną. Linkuję ją już docelowymi anchorami, co do ich różnorodności to raczej nie stosuję odmian przez przypadki, jedynie różne kombinacje stosowane przy wyszukiwaniach. Strona obecnie na najtrudniejsze słowo kluczowe zajmuje około 80 pozycji, choć jest też na jedno w pierwszej dziesiątce.

Duplicate Content – jak Google traktuje kopiowanie treści

Cała sprawa wyszła przy okazji czegoś innego, sprawdzałem sobie z jaką skutecznością indeksują się linki w artykułach dodawanych do precli. Podzielę się statystykami w następnym poście. Przeglądam sobie linki, sprawdzam czym charakteryzują się te zaindeksowane i wyszło mi, że Yahoo za nic nie pokazuje linków ze zduplikowanych treści. Nie chodzi tu o jakość precla (ten sam) czy jakość wpisów (te z DC były porządniejsze), po prostu zdublowany art był brany pod uwagę tylko raz.

Jak Google traktuje duplikaty

Zacząłem przyglądać się co jest brane za oryginał i okazało się, że wcale nie to co było zaindeksowane wcześniej. To by rozwiązywało jedną z teorii na ten temat. Kolejne teorie na ten temat to wiek domeny oraz liczba linków prowadzących do wpisu. W sumie przez chwilę nawet zacząłem w to wierzyć, ale po dalszych analizach nie wytrzymało próby czasu. Wiem natomiast, że poleciał PR i wyniki z wyszukiwarki. Znalazłem w necie coś co wygląda na zgrabną teorię. Google pokazuje ten wpis – domenę, która jest bardziej wartościowa dla użytkowników.

Przy okazji tego zamieszania z duplicate content, zacząłem sprawdzać jak się pod tym kątem ma mój precelek i jakie było moje ździwnienie jak na tytuł dość dobrego artykułu wypadła na pierwszym miejscu jakaś nieznana mi domena a mojej brak. Zaglądam a tam jakieś 50% treści z mojej strony, nie żeby przedruk z zachowaniem linków, źródła czy czegoś w tym stylu. Ktoś sprzątnął te arty i wykorzystał do linkowania swoich stron i wikipedi (że niby porządne linki wychodzące). Wygląda to tak – screen.

W sumie sprawę bym olał gdyby nie to, że jego wpisy zastąpiły w Googlach wpisy z mojej strony. Znalazłem maila do firmy na której domenie to widnieje (niektórzy wstydu nie mają – na jeden stronie firma na drugiej spam) i skleciłem maila co i jak (na razie milczą). No i zacząłem dumać czemu Google uznał, że tamta strona to orginał, bardziej wartościowa czy inaczej. Domena starsza, więcej linków i wszystko by się zgadzało z teorią na ten temat.

Weryfikacja Duplicate Content przez Google

Okazało się jednak, że moje wpisy szybko wróciły na swoje miejsce i tamta strona została uznana za tą z wtórną zawartością. Oznacza to, że mechanizm rozpoznawania duplicate content nie opiera się jedynie na wieku domeny i ilości linków. Mam wrażenie, że odbywa się to na zasadzie, bot znajduje zdublowany tekst, w zależności od wartości domeny umieszcza go na którymś miejscu w wyszukiwarce, zastępując inne identyczne wpisy. Potem następuje jakiś mechanizm weryfikacji, oparty albo o czas indeksacji albo o wartość wpisu dla użytkownika.

Niezależnie od tego co pojawia się w wynikach wyszukiwania to zwiększenie ilości kopii danego tekstu w internecie zmniejsza jego wartość od strony SEO. Unikatowe treści to unikalna wartość dla użytkownika, nic więc dziwnego, że Google takie teksty promuje. W sumie sprawa jest o tyle przewrotna, gdyż wyobraźmy sobie nowy serwis, który kieruje się wskazówkami dla webmasterów i tworzy unikalną treść. Zanim zdoła uzyskać naturalne linki (za te wartościowe treści) to zostanie kilka razy skopiowany i prawdopodobnie nawet nie pokaże się w Google.

Jak radzić sobie z kopiowaniem treści

Mimo wszystko warto unikać duplicate content, a jak już przytrafi się nam podobny przypadek – ktoś skopiuje treści z naszej strony to co robić. W sumie możliwości jest niewiele, zaczę od tych najłagodniejszy – kontaktujemy się z właścicielem serwisu i prosimy o usunięcie treści. Ta metoda ma chyba najmniejszą skuteczność, ktoś kto kopiuje treści doskonale zdaje sobie sprawę z tego co robi. Dalej możemy pisać do administratorów strony, lub hostingu, na którym strona jest umieszczona. Czasem działa choć nie rozwiązuje problemu, ponieważ treści z dużym prawdopodobieństwem pojawią się na innym hostingu.

Inną zupełnie pod względem skali reakcji jest zgłoszenie sprawy do sądu. Co prawda prawo w kwestiach własności w internecie jest tak przystosowane do reczywistości jak inne kwestie dotyczące internetu, czy znikomie. Dobrnięcie do szczęsliwego końca jest raczej mało prawdopodobne, najczęściej jest to wyciągane jako straszak a nie realna groźba. Ostatnio kwestia się jednak ruszyła (odszkodowanie w wysokości 100 tys zł Gazeta Prawna vs mojeprawo.pl), choć wyrok na dzień dzisiejszy nie jest prawomocny. Ciekawe jak rozstrzygana jest kwestia kto pierwszy to napisał, może używają Google.

Nie jestem zwolennikiem rozwiązywania spraw przez sąd, wystarczy popatrzeć do czego doprowadziły wytwórnie filmowe i koncerny fonograficzne walcząc o ochronę praw autorskich. Walka w internecie może przyjąć podobne rozmiary (np. Google News a wydawcy gazet internetowych), gdyż jest sporo do zyskania czy stracenia, a pole do nadużyć jest spore. Mam nadzieję, że rezultat tych działań będzie inny, bo jak widać po rynku muzycznym piractwo ma się całkiem dobrze a „duplicate contain” w torrentach kwitnie.

Zobacz historię bloga