Zaplecze SEO, jak się do tego zabrać

Ostatnimi czasy Google zaserwowało nam sporo zmian w wynikach wyszukiwania, na początek były zmiany w algorytmie (przez niektórych nazywane awarią Google), potem w wynikach organicznych pojawiły się odnośniki z map (nie tylko na hasła lokalne – pisała Lexy: Masakra w SERPach, w komentarzach jest sporo odnośników do innych artykułów w tym temacie). W sumie skończyło się podobnie jak przy innych aktualizacjach, czyli jednym wzrosło drugim spadło – o tym czy jest lepiej czy gorzej nie piszę, bo staram się mieć pragmatyczny stosunek do zmian w Google – można podziękować albo się dostosować.

Z tego co czytam i oglądam w SERPach reakcje są różne, jedni dalej narzekają i czekają aż się naprawi, inni zaczęli spamować i to solidnie (polecam poprzeglądać wyniki na hasło „pozycjonowanie stron” – 301 i „lux perpetua”). Jeszcze inni wzięli się do pracy i do tej grupy postanowiłem dołączyć, zrobiłem więc porządki w głowie odnośnie stron zapleczowych, czego efekt można przeczytać poniżej.

Ogólnie o zapleczu

Z definicji zaplecze to strona, lub zbiór stron mających na celu wspomaganie pozycjonowania określonych serwisów. Obiegowo panuje też opinia, że pozycjoner jest tyle wart ile jego zaplecze. Często zaplecze zaczyna się budować w momencie, kiedy kończą się pomysły na pozyskanie wartościowych linków z zewnątrz – choć warto o tym myśleć dużo wcześniej. Ma ono też jedną niezaprzeczalną zaletę – jest nasze, jak umieścimy na nim link to możemy go stracić jedynie w wyniku naszych działań. Wartość, moc zaplecza zależy od kilku czynników, które opisuję poniżej.

Tematyka zaplecza

Jak to w SEO, część osób tematyce (zbieżnej z pozycjonowaną stroną) nadaje istotne znaczenie a część uznaje, że nie ma czegoś takiego jak powiązanie tematyczne. Argumentów nie będę przytaczał, ograniczę się do mojego poglądu, związek tematyczny pomiędzy stronami ma znaczenie i link z tematycznego serwisu ma większe moc w Google.

Tematyczność stron (linków pomiędzy nimi) zawiera się wg. mnie w uzupełnianiu lub poszerzaniu informacji w danej kwestii. W związku z tym, jeżeli mamy stronę o SEO to dodatkowe informacje mógłby zawierać serwis o tworzeniu stron, marketingu internetowym, Adwords itd. Wszystko to czego internauta (istotnie statystycznie) szukałby w związku z tematyką SEO. Wrzucamy w KeywordTool „pozycjonowanie stron” i mamy całą listę propozycji od Google.

Wielkość zaplecza i jakość tekstów

Tutaj warto przemyśleć jedną istotną rzecz, czy zaplecze ma być rozwijane (np. blog) czy ma mieć charakter stały. Duże znaczenie ma tutaj tematyka strony, nie o wszystkim da się pisać ciągle coś nowego a dublowanie treści raczej wartości nie przyniesie. Druga sprawa to kwestia linkowanie, zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego. W zapleczu o statycznej strukturze łatwiej podlinkować całość i stworzyć odnośniki wewnątrz serwisu. Jeżeli chodzi o zalety aktualizowanego zaplecza, to nowe treści i rozrost strony zwiększają ogólną moc, można też dodać więcej linków w treści.

Dość często spotkać można zaplecze stałe o wielkości od 10 do 15 stron, z tekstami około 1 000 znaków oraz kilka zdjęć. Jeżeli chodzi o ilość stron to można przyjąć, natomiast teksty są zdecydowanie za krótki (nie wiem skąd się wziął ten standard tysiąca znaków – to samo przy presell page). W takim tekście za wiele treści przekazać nie można, dla mnie optymalnie to od 2 do 3 tysięcy znaków (merytorycznie). Chyba, że ktoś tematem zaplecza zajmuje się hurtowo i stawia je w setkach to ciężko pisać takie artykuły, ale wtedy w ogóle o cokolwiek ciężko zadbać.

Podlinkowanie

Poza dodaniem tekstów i optymalizacją strony warto zaplecze podlinkować. Dostępność metod linkowania zależy w dużej mierze od jakości zaplecza. Te stawiane hurtowo linkowane są najczęściej z wszelkiego rodzaju automatów (Adder, Publiker, ostatnio xRumer) lub swl rotacyjnych. Dobrej jakości zaplecze można traktować jak normalną stronę, czyli porządne katalogi, precle, systemy stałe, (słabe zaplecze ?).

Mi zdarzyło się tylko parę razy, że moderator odrzucił zapleczówkę z uwagi na jakość, większość wpisów zostaje przyjęta. Druga sprawa, że zaplecze z porządnymi tekstami można pozycjonować wysoko i nie ma obaw, że ktoś je odwiedzi. A śmieciowa strona wysoko to raz wstyd się przyznać, dwa konkurencja chętnie wyśle spam raport.

Zwrot nakładów

Sporo osób uważa, że zaplecze musi na siebie zarobić (domena, koszty tekstów, linkowanie), nie bardzo to rozumiem. Główną wartością zaplecza jest wpływ na pozycjonowaną stroną i to główne zadanie na jakim należy się skupić. Jeżeli zaś chodzi o model biznesowy to ja pojmuję go tak.

Serwis, który pozycjonujemy to projekt generujący koszty i zyski mające z czasem (początkowo inwestujemy bez zysków) doprowadzić do przychodów. Zaplecze jest elementem kosztów i jeżeli wystarczająco wpływa (wpłynie - ang. Cash Flow -  po polsku to jakieś bzdury piszą) na zysk to jest uzasadnione, nawet jeżeli nie zarabia. Jak trzeba szukać na siłę pieniędzy na zapleczu to może warto przemyśleć jeszcze raz projekt.

Google wprowadziło ciekawe zmiany w algorytmie

Przed weekendem (8.09.10) miała miejsce dość istotna aktualizacja SERPów, spora liczba stron zmieniła swoje pozycje. Wnioskując z różnych dyskusji zmiana miała charakter szeroki i nie dotyczyła normalnych wahań wyników organicznych. Sam miałem jej okazję doświadczyć (na szczęście in +), jedna z moich stron na hasło „zakopane” przesunęła się o 15 miejsc w ramach pierwszej trzydziestki. Taki skok na pewno nie miał nic wspólnego z linkowaniem w ostatnim czasie (nie ta fraza i nie te linki). Z tego, co czytałem sporo stron zmieniło miejsca i to dość radykalnie, włączając w to stare domeny, które gościły w top 10 długi czas.

Wygląda na to, że Google dość mocno zmodyfikował pewne elementy algorytmu. O oficjalnym stanowisku ma być więcej w poniedziałek (11.10.10) na oficjalnym blogu Google dla webmasterów (dlaczego swl przekazujące PR mogą zaszkodzić witrynie). Aktualizacja ta była przez Google przygotowywana już od jakiegoś czasu, w ostatnim okresie miały miejsce dwie próby wprowadzenia nowego algorytmu. Pierwsza trwała jeden dzień, druga około trzech, na różnych data center można było oglądać różne wyniki. Obecnie nowe wyniki dostępne są właściwie na wszystkich dc przez cały czas, można więc wnioskować, że zmiana jest stała (o ile w przypadku Google można mówić o jakiejś stałości wyników).

Co mogło się zmienić w algorytmie jest chyba najbardziej interesującą kwestią, zaraz po sprawdzeniu jak wyglądają pozycje naszych stron w SERP. Nowe wyniki są stosunkowo krótko, żeby coś w miarę wiarygodnego dało się o nich powiedzieć. Czytałem trzy w miarę sensowne hipotezy:

  • błąd Google – ta teza raczej się nie da obronić. Raz, bo takie wyniki są już trzeci raz, więc byłoby to dziwne gdyby powtarzali ten błąd co jakiś czas i utrzymywali go coraz dłużej.
  • obniżenie wartości za wiek (historię) domeny – ciekawa teza, choć trochę naciągana. Dlaczego Google miałoby rezygnować z dość precyzyjnego czynnika, nie obciążającego zbytnio algorytmu. Jeżeli ktoś posiada dobrą stronę z długim stażem w Google to niby czemu mieliby tą wartość obniżać.
  • obniżenie wartości słabych (nietematycznych) linków – ta teza najbardziej do mnie przemawia. Zarówno w kontekście prawdopodobieństwa jak i obserwacji zmian na moich stronach. Zresztą o spamowaniu linkami Google cały czas mówi, więc mogli coś w tej kwestii wyrzeźbić.

Aktualizacja: 13.10.2010
Przeczytałem jeszcze jedno dość interesujące wyjaśnienie ostatnich zawirowań w SERP. Chodzi o systematyczne obniżanie ilości stron znajdujących się w indeksie. Dotyczyły to stron o mało unikalnej zawartości, słabo podlinkowanych. W związku z tym domeny, które posiadały linki na takich stronach utraciły je. Im więcej linków pochodziło z takich serwisów tym większy spadek ogólny.

Na rzecz hipotezy o obniżeniu wartości słabych linków przemawia fakt łatwości wprowadzenia i jednocześnie uniemożliwienia szkodzenia konkurencji. Przeczytałem taki pogląd, jeżeli Google za słabego linka z systemów rotacyjnych przyznawałby np. 0,0000001 (1 to maksymalnie dobry link) to obniżenie tej wartości do 0 spowodowałoby bezużyteczność wszystkich linków uznanych za spam. Mniej liczenia dla algorytmu, zerowa możliwość zaszkodzenia przez konkurencję spamującą naszą stronę, mniej stron w necie do indeksacji (brak tworzenia stron pod spamowanie linkami). Kilka problemów za jednym zamachem z głowy.

Wyjaśniałoby to również brak prawidłowości zmian w wynikach w zależności od ilości linków, lub bardziej faktu, że nie wszystkie strony linkowane swl rotacyjnym spadły jednakowo. Po prostu najbardziej spadły te, które miały największy % linków z swl. Im mniejszy % wykorzystania słabych linków w pozycjonowaniu strony, tym mniejsza zmiana pozycji w dół. W przypadku, kiedy sporo stron wyżej stosowało swl – oznacza to wzrosty. Stąd pewnego rodzaju paradoksy w wynikach, że strona z niewielką ilością linków jest dużo wyżej niż te z większą ilością. Takie rzeczy miały już miejsce, ale w niewielkim stopniu i trzeba było naprawdę silnych linków, żeby mieć ich mało i konkurować skutecznie o pozycje.

Jeżeli rzeczywiście tak jest, że Google potrafi rozpoznawać takie linki (co nie jest znowu takie trudne – rotacja) to czekają nas ciekawe czasy w pozycjonowaniu, przynajmniej na rynku polskim. Mnie tam osobiście zupełnie nie przeszkadzają takie zmiany, będzie więcej porządnych tematycznych stron w internecie, choćby jako zaplecze. Zmniejszy się też liczba osób zajmujących się SEO (wybierze stabilniejsze źródła dochodów) i zmniejszy się też liczba umów rozliczanych za efekt, bo trzeba będzie ponieść sporo kosztów i pracy własnej zanim osiągnie się dobrą pozycję.

Usługi Google obniżają pozycję wyników organicznych

Co pewien czas ma miejsce dyskusja na temat końca branży SEO (w ostatnim okresie pojawia się częściej), Google częściej „mataczy” coś przy algorytmie, więc powodów do dyskutowania jest więcej. Z ostatniego okresu było przy okazji personalizacji, wdrażania silnika Caffeine i doniesień z Financial Time na temat ręcznego manipulowania wynikami (szerzej na cezzy.pl: ręczne sterowanie wynikami wyszukiwania). Co prawda moim zdaniem prędzej SEO wykończy spam niż Google, ale to temat na inny post.

Co by nie pisać marka Google wyrosła na dostarczaniu odpowiedzi na zapytania użytkowników w postaci adresów stron. I tu (niestety albo stety) panuje przekonanie, że są one najbardziej wartościowe, dopóki to się nie zmieni Google będzie dominować (pewnie jeszcze sporo czasu po tym jakby się to zmieniło). Mnie bardziej zastanawia od strony SEO tendencja wzrostowa „do odcinania kuponów”, czyli zajmowanie miejsca w wynikach przez płatne / bezpłatne usługi Google. Powoduje to coraz niższą pozycję na pierwszej stronie wyników organicznych, czyli tych, które najbardziej interesują branżę SEO.

Google Adwords

Sztandarowy produkt Google i zgodnie z oficjalnym stanowiskiem jedyny, na którym zarabiają pieniądze. Oferują sporo darmowych usług, dobrej, jakości i z czegoś muszą żyć (biorąc pod uwagę analizy zarabiają całkiem nieźle). No właśnie i to zdaje się być niewystarczające, gdyż Adwords ewoluuje. Początkowo

  • upodobniło się trochę do wyników organicznych (zmiana tła z niebieskiego na blado-żółte),
  • rozrosło się (nad wyniki organiczne),
  • ostatnio powiększa swoją objętość (adresy do mapek, numery telefonów i dodatkowe linki do podstron).

Rzecz jasna podyktowane jest to troską o reklamobiorców i zwiększeniem możliwości reklamowania swoich produktów (płacą, wymagają, niech im będzie). Mało się natomiast wspomina o fakcie, że więcej miejsca zajmowanego przez Adwords to większa klikalność i zarobki Google.

Google Places

Można by tą usługę zaliczy do wyników organicznych, choć są dwa aspekty, które warto dodać. Pierwszy to ograniczenie korzystania z usługi, trzeba mieć numer telefonu i adres. Powoduje to, że ta usługa jest głównie skierowana do firm, jako możliwość promocji swojego biznesu. Można założyć, że przy wyszukaniach lokalizacyjnych taka forma prezentacji jest lepsza, niż zwykłe odnośniki (choć patrząc czasem w wyniki można się nad tym zastanawiać). No i dyskusyjna jest ta kwestia filtrowania nie firmowych stron, mogą one zawierać lepszą treść np. opisy atrakcji turystycznych w danym mieście itp.

Brand Recognition

Tutaj to niestety ewidentny przypadek mieszania się Google w zawartość wyników organicznych. O ile rozumiem zajmowanie przez daną markę pierwszego miejsca w Google, czy to przez moc strony, czy to przez dużą wartość przypisywaną takiej domenie przez algorytm. Natomiast ręczne umieszczenie witryny danej marki (Apple) na 7 z 10 pozycji to już hmm … Szczególnie, że cała sprawa odbywa się manualnie przez pracowników Google, mając na celu chronienie wyników przed sztucznym pozycjonowaniem.

Dywagować o intencjach i o tym, co lepsze można by długo, dane o preferencjach kliknięć użytkowników posiada Google i raczej ich nie udostępni. Zastanawia jednak fakt szczególnej ochrony i to w formie oddania praktycznie całego ruchu (na dane zapytanie) do dyspozycji danej firmy. O tym, że ruch z wyszukiwarki to nie tylko przekazywanie informacji i popularność, ale też pieniądze wie każdy, kto zajmuje się SEO. I tu Google wyraźnie zdecydował, kto i jaki kawałek ma mieć z tego tortu.

Wpływ na statystyki odwiedzin

To ten praktyczny aspekt działań, które Google wprowadza w wynikach wyszukiwania. W sumie to ma największy wpływ na pozycjonowanie – jaki ruch na stronę generują wyniki organiczne. Im niższa liczba odwiedzin tym niższe nakłady na SEO, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś wydawał pieniądze na pozycjonowanie strony, zyskując w zamian niewielką ilość odwiedzin.

Po wprowadzeniu Brand Recognition, dla stron związanych z marką (przykład Apple) przypada 83 – 86% ruchu. Dla stron niezwiązanych z marką z pierwszej dziesiątki wyników 5 – 7% (pozycje 8 – 10), pozostałe 7 – 12% to strony z dalszych miejsc. Dla słów iPhone i Macbook jest już lepiej domena Apple dla pierwszego zabiera trzy wyniki dla drugiego dwa, więc jest i miejsce na opinie i na handel.

Jeżeli chodzi o Google Places to dane na temat zbierania kliknięć mam niewielkie. Z tego, co zaobserwowałem jedna pozycja przy mapce zbiera około 0,5 – 1% odwiedzin. Dane porównywałem w odniesieniu do prognozy wyszukań w KeywordTool i statystyk Analytis. Jakkolwiek byłyby one przybliżone linki z mapki mogą zabierać od 3 do 5% z całego ruchu na dane słowo. Oczywiście dotyczy to tylko zapytań związanych z lokalizacją.

Na koniec usługa, która przechwytuje najwięcej ruchu z zapytań, czyli Google Adwords. Tutaj też ciężko o miarodajne wyniki, prowadziłem kampanię z CTR około 2% a prowadziłem też takie, co zgarniały 20%. Bardzo dużo zależy od słów kluczowych – bliżej oferowanego produktu / usługi i nastawienia wyszukującego na zakup / poszukiwanie informacji. Przyjmując, że pozycja pierwsza w Adwords może zebrać do 20% to całość linków sponsorowanych spokojnie może dociągnąć do 30% – jedna trzecia.

Podsumowanie – usługi Google

W większości postów, jeżeli piszę o działaniach Google, to prezentuję stanowisko – ich piaskownica ich zabawki. W sumie niezależnie od przekształceń strony z wynikami i aktualizacji algorytmu, pozwalają branży SEO sporo zarobić na popularności swojej wyszukiwarki. To, że próbują to ograniczać lub część tego przejmować też uważam za ich pełne prawo, dalej uważam, że wyszukiwarka to nie jest dobro społeczne, choć wpływa na przekaz informacji w sposób ogromny.

Razi mnie jednak podpieranie wszystkich swoich działań dobrem użytkowników, troską o to i owo i naginaniem (łamaniem ?) pewnych zasad, które propagują. Mają zbyt duże pole do manipulacji, żeby być wątpliwym moralnie. Z drugiej strony, nie oszukuję się za bardzo, wystarczy popatrzeć, co głównie liczy się w dzisiejszym świecie. Przy takich pieniądzach i władzy (wpływ na to co się pokazuje w wynikach) o zachowanie bezstronności bywa ciężko.

W jaki sposób linkować stronę

Czasem sobie czytam posty na forach zaczynające się pytaniem „Do ilu katalogów dziennie dodawać stronę” lub „Ile artykułów dziennie dodawać do presell page”. Tak mnie zastanawia to poszukiwanie recepty na pozycjonowanie, bo algorytmu Google nikt nie zna i mogą być jedynie lepsze lub gorsze teorie, mniej lub bardziej sprawdzone w działaniu. W sumie odpowiedz zależy od dość sporej liczby czynników i też nie jest za bardzo precyzyjna. Do tego dochodzi jeszcze optymalna pod względem bezpieczna / efektywna i mamy już dość spory kawałek wiedzy o pozycjonowaniu. Poniżej kilka elementów, które warto uwzględnić przy podjęciu decyzji o działaniach związanych z linkowaniem strony.

Wytyczne Google

Nie żebym był jakimś wielkim fanem tego co Google pisze, bo to w sumie same ogólniki i marketing, ale to ich piaskownica i ich zabawki to warto przeczytać. Przy okazji czytałem ostatnio jakiś artykuł, że Google ustala własne prawa (cenzuruje wyniki, wyrzuca strony z indeksu) i to nie w porządku. Hmm, ich aplikacja to mogą sobie ustalać zasady jakie chcą i wywalać co chcą, ktoś chce dodać swoją stronę to dodaje, a tu proszę własność społeczna. Wracając do tematu.

„Należy pamiętać, że nasze algorytmy rozróżniają linki naturalne od nienaturalnych. (…) Tylko naturalne linki są przydatne do celów indeksowania oraz określania pozycji witryny w rankingu.”

Pomijając prawdziwość tych zdań, to wniosek jest taki, że Google najbardziej ceni naturalne linkowanie strony. Oznacza to, że zdobywanie linków powinno przypominać naturalne linkowanie oraz przyrost linków powinien być podobny.

Dla mnie naturalne linkowanie ma charakter losowy, to znaczy linki pojawiają się z różnego rodzaju stron w różnych odstępach czasu i ilości. Nie uważam za naturalne metody równomiernego czy wykładniczego przyrostu, może i są w miarę skuteczne, ale na pewno nie charakteryzują się naturalnością. Ciekawą sprawą jest, że przy naturalnym zdobywaniu linków występują też spadki a przy pozycjonowaniu raczej się tego nie spotyka.

Metoda linkowania

Najmniej pracochłonna i bezpieczna to rzeczywiście naturalne linkowanie, czyli stawiamy stronę i czekamy na linki tworząc porządne treści (muszę kiedyś spróbować). Reszta sposobów może się łączyć już z nakładaniem kar przez Google i to nie tylko z powodu swl jak by niektórzy chcieli. Każda metoda sztucznego pozyskiwania linków może skończyć się nieprzyjemnie jeżeli jest nieumiejętnie stosowana. Najczęstszy błąd do zbyt szybki przyrost linków o tym samym anchorze do nowej domeny (najczęściej kończy się filtrem na określone słowo). Na bana raczej nie można sobie zapracować poprzez linkowanie strony.

Szybkość indeksowania linków

Warto pamiętać o tym, że o zliczeniu linku decyduje moment zindeksowania go przez bota Google a nie moment dodania go na jakiejś stronie. Stąd ilość dodawanych linków dziennie może być wyższa, ponieważ szybkość indeksowania stron jest różna i na jednej bot może znaleźć link w ciągu tygodnia a na innej w ciągu miesiąca. Duża liczba linków ze stron, które są na tyle silne żeby indeksować się praktycznie od razu, raczej nam nie zaszkodzi. Bardziej należy uważać na zbyt dużą liczbę linków ze stron o niskiej jakości np. swl. Tak na marginesie, linkowanie nowej strony tylko z swl jest mało rozsądne (chyba, że ktoś ćwiczy wyciąganie stron z filtrów).

Różnorodność anchorów

Kolejny aspekt związany z linkowaniem to rodzaj anchoru jaki kieruje do linkowanej domeny. Przy naturalnym linkowaniu to osoba umieszczająca link do naszej strony decyduje o tym i z powodu, że każdy widzi inaczej daną stronę anchory często różnią się między sobą. Kiedy pozycjonujemy stroną najczęściej skupiamy się na anchorze, który jest słowem wybranym przez nas do pozycjonowania. A warto zachować różnorodność, odmiany, synonimy, różne skojarzenia to rzeczy, które powinny decydować o postaci anchora. Może strona nie pnie się tak pięknie w górę, ale zyskujemy względne bezpieczeństwo i ogólny wzrost mocy domeny. Warto od czasu do czasu zajrzeć do narzędzi dla webmasterów – Twoja witryna w sieci – Linki do Twojej witryny / Tekst zakotwiczenia.

Wiek i siła strony linkowanej

Co innego linkowanie nowej strony a co innego strony, która jest już dłuższy czas w Google i posiada linki z innych serwisów. Świeża domena, która nie ma jeszcze statusu (rankingu) w indeksie Google, jest dużo bardziej podatna na przyrost linków i ich jakość. Wahania oraz słabe linki mogą zasadniczo wpłynąć na jej ocenę przez wyszukiwarkę. Istniejącej już jakiś czas strony, dużo trudniej zaszkodzić niewłaściwym linkowaniem (ilość i jakość linów oraz ich anchor). Nie są tak podatne na wszelkiego rodzaju kary nakładane na strony przez Google jak filtry lub ban.

Filtr i ban

Teorii o tym za co można dostać filtra lub bana od Google, jest właściwie tyle ilu pozycjonerów. Od tego, że jest to sprawa losowa i po prostu może Ci się przytrafić (osobiście się nie zgadzam) po wszelkiego rodzaju uzasadnienia błędów w pozycjonowaniu. Co do losowości to jeszcze nie zauważyłem, żeby Google filtrowało porządne strony. Są po prostu strony lepiej lub gorzej pozycjonowane i wśród tych drugich kary zdarzają się częściej, no ale kto powie, że źle pozycjonuje.

W kwestiach linkowania jest raczej zgodność co do tego, że można dostać filtr natomiast nie bana. Najczęściej spotykane przypadki to zbyt szybki przyrost linków (sandbox), ten sam anchor (filtr na słowo), spamowanie linkami (filtr na domenę). To oczywiście duże uproszczenie i bardziej bym je traktował z przymrużeniem oka, choć jest w tym trochę sensu. Myślę, że najlepszy sposobem na unikanie filtrów jest rozsądne linkowanie (analiza jak się zachowuje strona przy linkowaniu), lepiej mniej niż się byśmy chcieli (Google jest powolny i nie warto się śpieszyć).

Moje własne praktyki

Przy nowych domenach zaczynam od porządnych linków, z dobrego zaplecza jeżeli mam lub porządne artykuły w silnych serwisach, dalej kilka, kilkanaście porządnych katalogów z dobrymi opisami. Kiedy domena znajdzie się w indeksie to tak do 5 katalogów dziennie i kilka artykułów do precli, przy okazji szukam tematycznych stron gdzie można umieścić link.

W między czasie tworzę kilka zapleczówek i jakiś serwis wspierający w niszowej tematyce. Dalej linkuję już domenę losowo, czyli jak mam akurat czas i ochotę albo sobie o niej przypomnę i urozmaicam źródła linków. Czasem wychodzi kilkanaście – kilkadziesiąt linków na tydzień, czasem wychodzi kilka. Jak nie mam koncepcji i chęci na linkowanie to optymalizuję stronę.

Wartość linków umieszczonych w skopiowanym artykule

Robiłem sobie ostatnio mały test na Duplicate Content i skuteczność linków umieszczonych w zdublowanej treści. Głównie chciałem sprawdzić na ile skuteczne jest kopiowanie treści z jedngo presell page na innych w ramach wykorzystania artykułów do przedruku. Niekiedy ktoś korzysta z moich precli i umieszcza artykuły z zachowaniem linków u siebie. Druga sprawa związana z updatem Google zwanym MayDay i dość solidnym sprzątaniem indeksu. Sporej części domen spadła ilość stron w indeksie, a analizując statystkę precli do których dodaję artykuły, to na niektórych zostało 1% (słownie: jeden %) serwisu po zapytaniu (site:).

Napisałem artykuł o tematyce turystycznej (linki miały się przydać) i dodałem go na jeden z moich stron wstawiając do treści dwa linki. Jeden z interesującym mnie anchorem, a drugi celem osłabienia pierwszego w oryginalnym tekście. Po dwóch dniach strona na interesujący mnie anchor podniosła się z 17 na 13 pozycję. Poczekałem tydzień (strona w tym czasie nie zmieniła pozycji) i dodałem ten sam artykuł na drugą stronę. Zmieniłem wyróżnienia w treści i usunąłem jeden link, pozostawiając ten, który mnie interesował. Po czterech dnia zdublowany wpis znalazł się w indeksie.

No i w sumie stało się to co podejrzewałem, choć bez specjalnego przekonania, strona od tego momentu spadła na 15 pozycję czyli 2 w dół. W sumie mogą być dwa powodu, pierwszy to dość częsta korekta pozycji przez Google po nowych linkach. Na początku mocno do góry a potem lekko w dół, tak jakby Google prognozowało stały przyrost linków a potem korygowało prognozę. Drugi możliwy powód jest znacznie ciekawszy, Google nie tylko nie nadaje wartości dublowanej treści, ale obniża też wartość oryginału a wraz z nim linka.

I nie, że treści są uznane przez Google za bezwartościowe, jeden artykuł zajmuje 8 pozycję w wynikach a drugi (duplikat) 11. Dodatkowo każdy z nich ma wygenerowany unikalny meta description zaczerpnięty z treści. Czyli artykuły uznane za warte pokazania w wynikach, jednak przekazanie wartości przez linki już nie do końca. Kolejną ciekawą rzeczą jest, że po skasowaniu (usunąłem duplikat, żeby zobaczyć czy pozycja wróci) przez 3 dni link z indeksu Google prowadził do artykułu (pokazywał jego zawartość) mimo, że artykułu na stronie nie było. Czyli zawartość pochodziła z cache Google a nie ze strony, po tym czasie zaczeła się pojawiać strona not found.

Po tygodniu od usunięcia duplikatu pozycja strony pozostała bez zmian, czyli zajmowała tą po spadku związanym z dodaniem zdublowanego artykułu. I teraz nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście za spadek pozycji odpowiedzialny jest duplicate content. Gdyby tak rzeczywiście było to wszelkie formy przedruku artykułów wpływają ujemnie na wartość oryginału. To jest zgodne z polityką Google, premiującą unikalne treści w internecie. To by również oznaczało, że „bonus” w postaci drugiego linku (przedruk z zachowaniem linków) wcale nie jest wartościowy a bardziej szkodliwy.

Przydałoby się przeprowadzić jeszcze jeden test z wykorzystaniem strony na dalszej pozycji w wyszukiwarce – tak koło 100. Wtedy wszystkie zmiany w pozycji byłyby bardziej widoczne, gdyż takie + 4 i – 2 mogą być spowodowane wieloma innymi czynnikami. Jak ma ktoś domenę, na której można by przetestować to proszę o maila.

Google +1 do mocy

Zobacz historię bloga